Darzę niesamowitym szacunkiem i podziwem ,,Sto lat samotności". Zgadzam się, że odkrywczym człowiek nie będzie, cokolwiek by o tej książce napisał... ale wspomnę mimo wszystko o metafizycznej, ujętej w rozrzucony przez wszystkie strony schemat bajkowości( i celowym powielaniu, które tak pięknie podkreśla złożone osobowości bohaterów); i połączeniu 2 światów i tego, jak samoświadomość człowieka kształtuje ich istnienie( tu każdy powrót Cyganów buduje obraz tego, co dzieje się w głowie całego Macondo).
I tyle pięknych scen- obrazów...
Zazwyczaj, kiedy autor tworzy powieść celowo wielowątkową, chaotyczną, mającą odwzorować niesamowitość życia człowieka- wychodzi z tego breja, która tylko w głowie Pana Taty Autora/Pani Mamy Autorki ma sens. A ,,Sto lat samotności"- no, dawało obraz życia tak niemieszczącego się w głowie, że z mojej perspektywy- prawie prawdziwego.
Czytane już kawał czasu temu, ale wrażenie pozostawiło niezatarte.


