Jeju już się pogubiłam i nie wiem o co chodzi... może co 5 grup spisujemy co w danej części było, ewentualnie łatamy dziury logiczne, co? To ja się zmotywowałam i zebrałam dotychczasowe wymysły:

Komendant Vimes wszedł z domu i wpadł na Marchewę, który zdyszany mówił, machając nerwowo rękami, że Cudo Tyłeczek pobiła trzech cywilów, którzy nie chcieli wziąć Topora z głowy jednego Trolla. Na co on wielce zdegustowany odparł, że jak tegoż nie uczynią to wsadzi ich do skrzyni z detektorem promieniowania, trucizną i będą jak ten kot Schroedingera. Na co oni odparli mu, że prędzej zjedzą koszulę Nobby'ego uszytą z Kawałków jego strojów znalezionych wcześniej w
– brak tekstu, łatam dziurę: powiedzmy że goście powiedzieli coś głupiego, po czym Vimes zaczął wymachiwać pałką, w efekcie czego Marchewa i trio cywilów leżą na chodniku - trochę żywi, ale bardziej martwi i wtedy wszedł Śmierć zastanowił się i odparł:
LUBIE KOTY i uniósł Kosę. Dopiero po chwili dodał jeszcze po krótkim zastanowieniu:
STWIERDZAM ŻE NIE WZIĄŁEM TWOJEJ KLEPSYDRY BO W OSTATNIEJ CHWILI ALBERT USMAŻYŁ OCIEKAJĄCĄ TŁUSZCZEM HERBATĘ Z MASŁEM JAKA. JA NIE OGARNIAM, powiedział i rzucił kosę na stojącego obok Vimesa, który wielce zdziwiony padł na ziemię i wylądował twarzą w kaprala Nobsa, który padł z wrażenia i przeciągle jęknął co spowodowało rozbicie Świętego Zębatego Kabaczka.
A w kanałach pod miastem obudziło się widmo z Piekielnych Wymiarów i zaczęło Krążyć bezwstydnie wszystkim pokazując długi, czarny i błyszczący wywołujący konsternację u babć chleb krasnoludów o nieprzyzwoitym kształcie, który przypominał Wywołujące śmiech warzywo.
Tymczasem Vimes biegł ulicą, gdy z nieba zleciał Śpiewający Kabaczek:
"It's raining man!" zaśpiewał.
Zdezorientowany Vimes począł okładać je dziełami Marksa lecz gdy to nie pomogło chwycił lewy kalosz Gmocha i trafił nim w Susan.
- Co się tu dzieje! – krzyknęła.
A kalosz na to:
- spoko robicie! Byłbym najszczęśliwszym kaloszem na świecie gdybyś założyła mnie na Święte Ucho Offlera.
Susan wzięła kalosz i rozpoczęła z nim dysputę dotyczącą traktowania dam noszących czerwone spódniczki i będących zarazem wnuczkami jednego z najbardziej wpływowych "osób" na SD i nie tylko.
- Młoda damo - zaczął kalosz - wiesz, że za tobą czai się coś mrocznego. Coś, co trzyma w szponach motykę, z którą porywa się na krasnoluda, który nosi mundur Straży…
*
hmmm fioletowy:D