gorylich.
Sklejnaka. Dużo się nazbierało

Sprzedam stare bataty! Takie porywające hasło wydrukowano na wszystkich t-shirtach oraz ineksprymablach, rodem z filmów pirackich, w których trzymano ruchomości i nieruchomy statek. Tym statkiem był bardzo zainteresowany armator LEGO Jacka Sparrow'a w stroju królowej PierreTTe Nick;) Tak to chyba leciało w dawno zapomnianej Opowieści. Na szczęście Opowieść jest ponadczasowa. A poza tym nigdy, ale to przenigdy, Opowieść nie może wypowiedzieć sensownego zdania, bo musiałaby się ugryźć we własne ucho, którego oczywiście nie da się znaleźć, aczkolwiek jednakże podówczas który jest, ale go nie ma bo wziął i poszedł na alegoryczne piwo. Spotkał tam wielu bohaterskich bohaterów, pandę, która w wolnych chwilach, hobbystycznie zajmowała się wymieraniem; aczkolwiek nie było to jej ulubione zajęcie.
Owa panda w 40% była zdrową pandą, a w 60% orangutanem, ale trochę chorowała po konsumpcji bananów. Banany te bowiem, z podejrzanej szklarni, smakowały bambusem. Ten bambus był genetycznie zmutowany, tak bowiem chciał być postrzegany przez innych bambusów. Błędne założenie prezentowane w tym oprogramowaniu, zainstalowanym w podstępnym bambusie z Windowsem Vista - a konkretnie Vista Vio – było a sio.
I popatatajował hen! hejnalista w dal siną, poza wielki mur, na kraniec wielkiej pustyni. Za krańcem jej przestwór gwiezdnego oceanu z wielkim żółwiem i odwieczną niekończącą się historią.
Jak to śpiewał stary, ślepy Murzyn: „no łomem nie kroj!” Nie łomem ino nożem się kroi torty wszelakie od ogrowych, bo wiadomo, że kto pyta ten wielbłądzi, ponieważ na plecach się filcuje. Wziąć należy pod pachę i uciekać. Stado skręconych lodów bez przyczłapki ani bulgulatora bąbelkowało radośnie w tęczowym pasteryzatorze. Jako że kolory zbuntowały się i wyszły, został tylko „może być” oraz być może, jako najczęściej wybierane przez innych daltonistów. Natomiast astygmatycy protestowali zawzięcie przeciwko dyskryminacji widzących inaczej chłopców z „Szóstego zmysłu”, którzy zwykle mówią, albo i nie ja byłam Ewą. I Adamem zarazem, w końcu mamy i taty nie było, więc impreza trwa. I trwałaby dłużej, gdyby nie sąsiedzi, którzy mieli na policji abonament na okres nie dłuższy niż międzyświąteczny i międzygalaktyczny przestępny eon.
Na końcu niczego nie było tego, czego być nie mogło, czyli keczupu w stanie wskazującym na bądź co bądź i w każdym możliwym kolorze, o bliżej nieokreślonej konsystencji flaków z filmów klasy trzeciej „e” Gimnazjum w Łękowodach.
Tarantino się przy, co widząc damy zaczęły się rumienić i wachlarzami chować, zamiast wachlować to, co wykwitło z nagła na suficie i rozrastało się fraktalami w psychodeliczne oblicze brokułu jakiegoś upiornego, albo innej potwornej rzodkiewki.
Wtem i natenczas – a było to za panowania panów i dam – drzwi otwarły się skrzypiąc z lekka i komnatę zalała poświata o delikatnym zapachu kokosa. Zatykając szybko nosy i toporki za pas ogary poszły w las. Na ten czas Wojski chwycił róg chusteczki haftowanej, wszystkie cztery rogi do łba przymknął i ruszyła maszyna po pochyłym drzewie, to kto rano nieboże ten może, powinien jednak międlić, skoro dzięcielina pała. Róg zapomnianej chusteczki, tej małej niebieskiej i trochę posklejanej, tej po którą cofnąć miał się mały Timny Whimmy, co się nieraz jąkał w wannie i puszczał bańki nosem, ażurowe z brokatem, oraz inne bańki, miał wiele do powiedzenia. Zwłaszcza na temat brokatu i jego wpływu na rozrost kurzajek u ropuch, które obsypane zostały tym złocistym brokatem. Niestety skutki uboczne oraz wpływ recesji na popyt morświnów i innych manatów, okazał się niewystarczający, aby ustalić właściwy układ dynastyczny w kolonii baniek.
Jedna duża bańska wydawała się w całości zanurzona w oparach absurdu unoszących się nad dwukolorową tęczą w kształcie karczocha, który zwiądł w lodówce, bo w lodówce nie przechowuje się karczochów. Lecz pomylił je z własnym odbiciem w lustrze.
- Nie znam cię, ale już cię lubię, puchaty przyjacielu.
Narrator stanął z boku i podrapał się po głowie. To była wielka, naturalnie w skali osiedlowej, bo osiedle duże było przed wojną, ale wojna to wszystko zmieniła, bo zrównała wszystko z ziemią zostawiając tylko parasolki. Wszyscy chętni zebrali się przed tym faktem ciut zaskoczeni, aczkolwiek w tym zaskoczeniu wyczuć się dało słodką dekadencję. Owa słodka dekadencja niebezpiecznie trąciła nutką dekadencji i kardamonu, bez kamertonu, o ćwierć tonu, ale ze dwie ćwierci szyją na drutach z łuku, który szczyloł monetami o wielkości pomarańczy lekko porośniętych mchem fosforyzującym w ciemnościach.
Obarczonych klątwą pogańską drużynę męskich cheerleaderek dorwał syndrom przedwczesnego PMS-u. przez co faceci uciekli jaqjacku, czy Ty niedowidzisz kropek kończących zdanie? Do ministerstwa po kropki. Spotkane po drodze one kropki nieszczęsne, skumplowały się z przecinkami i porosły pierzem i kiełkami rzodkiewki, żółtej niczym banan.
- Cóż począć? – spytały, a echo odpowiedziało:
- Taki mamy klimat… klimat… klimat…
- Mać! – wyrwało mu się z młodej piersi. Po takim wyrwaniu nie pozostaje już nic do sprzątania i nic do odjęcia.
Tak to już kroniki podały tyły, jako że to francuskie kroniki były. Takie modne i fokle, z beretem i bagietką. O zgrozo! Korniki też chciały berety mieć tak zryte jak właściciel zakładów włókienniczych. Na razie jednak zryły stare pianino odziedziczone po babci (głuchej jak pień), ale za to bystrej i z wielkimi zębami. O innych częściach ciała historia milczała, za to echo grało. Co echo wygrało to jego, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi i którędy wraca, gdy wokół zamieć i stokrota rośnie polna.
A na morzu 10 w skali Beauforta, a w stepie 10 w Richtera, ale Richter płakał jak sprzedawał, normalnie mały przebieg, właściwie to tylko dwa strusie chowające się pomiędzy przebiegającymi Richterami. Beaufort nie chciał być gorszy, więc goryla dosiadłszy puścił się w cwał i pędził tak przez 20 000 mil pomorskiej żeglugi na skrzydłach gorylich.