przez Dicey Reilly » 13 wrz 2013, o 18:13
Trochę sklejka miała urlop... Jednak w końcu pozbierałam (dzięki wszystkim za dawanie kropek i przecinków). Oto tłuste i okrągłe:
Klenienie XX
- Witajcie we mgule! - zakrzyknął różowy gremlin, stepując radośnie i wymachując niebieską flagą, z wielokolorową teczą ktora nie miala jednego z kolorów podstawowych, zgadnijcie co się z nim stało? Wielka to była niespodzianka, gdy wcześnie rano okazało sięże wino zmieniło się w wodę, ponieważ to nie był Jezus, tylko jego entuzjastyczny, choć niewydarzony brat bliźniak, który robił wszystko odwrotnie i na przekór całemu światu, który nie doceniał jego talentu do robienia odwrotności cudów itp.
Tak więc postanowił stać się bardziej, o ile to w ogóle jest możliwe bo przecież nie da się przecież być bardziej niż my tu, natomiast Ci, co są tam, mogą o wiele więcej niż by chcieli, choć nie bardzo mogli zrobić nie wiele więcej niż się inni domyślają, że zrobi, ale dłubanie w nosie zawsze lepsze jest coś niż nic.
Dlatego to wszystko ułożyło się pięknie, aczkolwiek pojęcie piękna jest bardzo względne, gdyż niejeden bój stoczono o ocenę stanu psychicznego by dowieźć tej jakże zaskakującej prawdy, że "dowozić" a "dowieść" to dwie różne, aczkolwiek dla upartego oraz dla szwaggra, nie mające nic ze sobą wspólnego, wyglądały na kompatybilne. Co by jednak nie było za łatwo, ale też nie za trudno, trzeba znaleźć złoty środek.
Ale nie tam złoto, gdzie się świeci kaganek oświaty dla zamknięcia ustym tym, co jedzą z otwartymi oczami ci, którzy mlaskają przy jedzeniu, tak samo jak "klaskają".
Co tu się wydarzyc moglo to opisać się nie da, bo się stało takie coś całkiem zupełnie niemożliwe, jednak zdaniem filozofów, które liczy się wśród władców, którzy nie przepadają zbyt wiele własnej wielkości względem podwładnych, tylko ją przedkładają na swoje własne życzenie. Jednak Ci nie są okrutni, bo mają rożowego słonia do przytulania. Słoń ten jest jak już wspomnieliśmy różowy, ale również nie jest słoniem. Miś jest nim, gdyż misie wstydzą się być misiami z bardzo małymi rozowymi cialkami, dlatego podają się za słonia. Ale co powoduje, że koale mutują z pałeczkami escherichiana coli oraz bambusowymi made in Szyna, które małe Chińczyki produkują z radioaktywnych bananowców, gdyż nieradioaktywnych nie ma. Złożyło się bowiem tak a nie inaczej i nie ma zmiłuj.
Tymczasem Harry Król, wypił pół kwarty przedniego kopyta zebry, co w sumie posiada kopię piosenki "Oliver Cromwell", która klonuje z coverami Coconut song, czy innymi podobnymi do Mahna Mahna tututu i innych dzieł Rautavaary, stworzonych pod przykrywką Mahjonga ślepych mnichów z szalonym orangutanem tańczącym na dziwnym oktarynowym hula-hop zrobionego z ostro posiekanej cebuli, która była dość ostra, ponieważ była wynikiem ostrego sexu i kilku niezapomnianych przetworów z chili, których subtelny smak pozostawia niezapomniane wspomnienia z tańczenia salsy na poplamionej pomidorem szafie, o której nie można powiedzieć że gra w grę, gdyż zbyt jest na maksa skołowana obecnością niezwykle starych (typu dzidzia piernik) przedszkolaków, które głośno puszczały muzykę na metalowej pokrywce. Jednakże nie to bylo przyczyną całkowitej konsternacji, jeno obstrukcja wobec akcji na reakcje tejże dzidzi piernik.
Wkrótce nadeszła ta wiekopomna chwila, gdy menele przebrani za meksykańskie potrawy narodowe, takie jak te słynne blizniaki syjamskie zupelnie do Siebie nie podobne. I ci menele raczący się jagodzianką do porzygu, poszli tanecznym krokiem na odwyk. Odwyknąwszy popłynęli chybko w nieznanym kierunku. Miejsce, w którym się znaleźli było dla nich tak przedziwne, że złapali się głowy nie potrafiąc że "wolno" to "nie wolno", dlatego też szybko upili się czymś, co wydawało się być mniej więcej, ale okazało się duuuuużo więcej ... Ale i tak dali radę doczołgać się do baru Pod Kogutkiem, by odsapnąć nieco od wojny ciągnącej za ja.
- Ja protestuję - warknęła barmanka w fioletowej sukience żuka, zgodnie z tradycją opluwając klienta pijącego śliną anorektycznych słoni ze wscieklizna. - Klient nasz pan! - krzyknęła, po czym zamachując biodrem i przytupując butem ze stalowymi noskami i sznurówkami we wszystkich kolorach tęczy, troszkę poplątanymi, ale za to pełnymi substancji będących ekstraktem z różowych ośmiornic, zamieszkujących głębokie doliny lewitujących gargulców. I tym butem jak dupnęła! (Co po Śląsku oznacza oczywiście luzackie podejście do tematu, ponieważ inne było by panien wywijających tym czym wywijać nie powinny), zważając na kozacką koszulę, w którą ubrany był wchodzący do jamy skorpionów mim. O jakże on zabawny jest pomimo braku umiejetnosci podstawowych w sposób brutalny zmuszających skorpiony do ucieczki. Za to skorpion zodiakalny znany jest z listów gończych porozwieszanych, a niekiedy porozrywanych wieszakami tu i ówdzie małych zajączków z koloidalnych ameb zachodnioafrykańskich puszczanych tradycyjnym wyklepanym na udach młodej góralki z gór Uberwaldu jedzącej bunca, którego smak jest niczym, dosłownie, czarna dziura.
Niedaleko, w lesie powikłanych opowieści po prostu powstających spontanicznie bajkach szalonych bogów, którzy żądali jako ofiary młodych kobiet, wydarzyło się kolejne odbywające się regularnie co 34 minuty zebranie na temat braku wychowania

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.