Wieża sztuk

Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Twórczość własna naszych forumowiczów

Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Postprzez pantalonwawrzyniec » 13 mar 2015, o 23:17

To tak, jestem zupełnie nowy na tym forum i prawdę mówiąc, czuję się trochę jak intruz wchodząc tak bez zapowiedzi w spokojne towarzystwo miłośników Terry'ego. Wczoraj, na wieść o odejściu jednego z moich ulubionych pisarzy( na pewno najzabawniejszego jakiego czytałem), napisałem takie oto coś. Celem utworu jest oddanie należnego hołdu autorowi, nic więcej.

POEMAT DLA TERRY'EGO PRATCHETT'A


„Zatem można pomyśleć, że ziemia jest kulista, jak również, że jest płaska, ale nie można pomyśleć, że jest kulistym sześcianem(...)” –Anzelm z Canterbury

Z okazji śmierci sir. Terry’ego Pratchetta, z wyrazami szacunku[1]sir. Nobby Nobbs[2]

Szanowny Pan umarł, więc go nie zobaczę
miałem nie rymować, lecz nie umiem inaczej
albo umiem, ale tak brzmi poważniej
Czasem sobie siedzę i myślę o tym wszystkim wokoło nas,
że może jest inaczej niż mówią

-Nobby! – wrzasnął z dołu Colon.

-Już idę sierżancie!

Nobby zerwał się od stolika i ruszył do drzwi. Otworzył je zamaszystym i niezgrabnym pociągnięciem, po czym zawahał się i odwrócił. Chciałby jeszcze wrócić do niezwykłych zdań jakie zaczęły układać się w jego nieprzygotowanej głowie, gdy pierwszy raz w swoim życiu zaczął się zastanawiać nad CZYMŚ.

-No nic – powiedział – wrócę do nich później.

Myśli Nobby’ego nieprzyzwyczajone do takiego traktowania, wystraszone, prędko jedna za drugą skoczyły w bezkresną przepaść rozumu swojego właściciela, by już nigdy więcej nie zobaczyć dziennego światła.
Nobby czasem lubił popatrzeć za nimi, gdy miał wolną chwilę. Co prawda filozofowie ostrzegają nas przed patrzeniem w otchłanie[3], ale ich słuszne rozważania nie uwzględniają wypadków w których otchłań zwyczajnie nie ma ochoty odpowiadać na spojrzenia, lub jest zajęta czymś innym. Lub, jak w przypadku kaprala Nobbsa, kryje się oszalała z przerażenia.

Gdy zatrzasnęły się drzwi, zapanowała względna cisza. Na krótko. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi a z cieni zaczęły wyglądać różne rzeczy o niespotykanych kształtach, w tym twarze. W pokoju, wokoło biurka z niedokończonym poematem Nobby’ego wyłoniły się mniejsze i większe cienie, niektóre musiały mocno się giąć by nie przebić głową sufitu, niektóre nie zwracały na to uwagi. Szelest zamienił się w gwar. Na schodach zebrali się ludzie, z sąsiednich pokojów wystawiano z zaciekawieniem głowy. Nikt nie zauważył przeciskającej się przez tłum gapiów postaci. Co więcej, nikt nie spostrzegł gdy przeszła przez zamknięte drzwi, nawet ona sama.

-DZIEŃ DOBRY.

Słowa, mimo wszystko uprzejme, zahuczały jak tsunami. Wrażenie jakie wzbudziły, pozostawiło po sobie oddalający się szum wody
i nerwową ciszę.

-CHCIAŁBYM TEŻ DODAĆ COŚ OD SIEBIE – powiedział Śmierć, wskazując palcem kartkę – CZY MOGĘ?

Mógł. Pochylił się nad biurkiem i wyciągnął z przepastnych i czarnych jak noc fałd swojej szaty długopis. Pisał długo, aż zrobiło się za ciemno dla zwykłych oczu i wystarczająco ciemno dla skrytego w szafie złodzieja, który kryjąc się przed strażą, przesiedział w niej cały dzień (rozsądnym w jego opinii było wybranie szafy w pokoju wynajmowanym przez kaprala Nobbs’a). Z westchnieniem ulgi wyskoczył na podłogę. W tym samym momencie setka stłoczonych stworzeń, o nieokreślonych bliżej kształtach, skierowała na niego swój niespokojny wzrok. Nawet Śmierć podniósł głowę i zamigotał zimno niebieskimi oczodołami. Instynkt samozachowawczy mężczyzny zareagował szybciej niż on sam, dlatego dopiero dwie uliczki dalej zaczął krzyczeć. Po jakimś czasie doszedł do siebie i nawet znów wrócił do swojego fachu, choć już bez sukcesów. Być może dlatego, że ukrywanie się w ciemnym miejscu akceptował tylko, jeśli była to słoneczna równina bez drzew w promieniu dwóch kilometrów.
Wróćmy jednak do naszego pokoju. Śmierć pisałby może jeszcze długo, gdyby nie piskliwy i lekko znużony głosik dobiegający z kąta.

-Ekhm. Przepraszam?

Głosik przebiegł truchtem do biurka, wspiął się na nie i stanął z wyciągniętymi łapkami w stronę tańczącego na papierze długopisu.

-Czy nie mógłbyś powiedzieć mu tego osobiście, zamiast pisać?

Śmierć uśmiechnął się.

-ALE ON PRZECIEŻ NIE ŻYJE.

-Aha. A ty jesteś Śmiercią.

-NIE WYRAZIŁ ZGODY NA MOJE PRZYJŚCIE, POZA TYM BYŁ POCHOWANY W JAKIMŚ DZIWNYM OBRZĄDKU DO KTÓREGO UŻYWALI RÓŻNYCH OWOCÓW
I NIE MIAŁEM OCHOTY NA TO PATRZEĆ.

-Pratchett?

-KTO?

-Terry Pratchett, osoba dla której piszesz od kilku godzin, to... cokolwiek to jest.

-PISZĘ DLA PATRICKA VOUGHANA.

-Kto to jest Patrick Voughan?

-MÓJ ULUBIONY PREZENTER RADIOWY. CHCIAŁEM PRZYJŚĆ, ŻEBY SIĘ WPISAĆ I... – Śmierć spojrzał na nagłówek poematu Nobby’ego. - AHA. TO CHYBA POMYŁKA.

-Czy ktoś ma wolną kartkę? – powiedziała donośnym głosem mysz, unosząc w łapkach wymięty i pomazany po brzegi arkusz papieru.

-Może ktoś napisze za nas wszystkich i wyślemy to pocztą?

-NAGROBKI SĄ W MIARĘ WYTRZYMAŁE.

-Ja bym z tym poszedł do gazety.

-A może...


Może na komputerze? Na przykład w ten sposób.

Zapoznałeś literaturę z humorem,
wróciłeś ziemie na jej dawno należne miejsce
na grzbietach czterech słoni i wielkiego żółwia
ustawiłeś dobrze krzywe zwierciadło epoki
przynajmniej jednego orangutana ochroniłeś przed śmiercią


i próbowali cię nazwać pisarzem fantastyki
ale spójrzmy prawdzie w oczy, tej jednej ulubionej prawdzie


jak śmiertelnie nudna byłaby Ziemia nie będąca Dyskiem.



[1] w tym miejscu powinna była pojawić się inna, odpowiednia do okoliczności formułka – traf chciał, że autor nie za bardzo o tym wiedział.
[2] !
[3] Nobby nie posłuchałby żadnego filozofa. W końcu, co może wiedzieć
o życiu człowiek przez całe życie zajmujący się jedynie naprawą cieknących kranów?
Avatar użytkownika
pantalonwawrzyniec
Gorzej niż Rincewind
 
Posty: 4
Reputacja: 40

Reklama

Re: Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Postprzez Stanisław Ssakmorski » 14 mar 2015, o 01:29

Q.:
pantalonwawrzyniec napisał(a): co może wiedzieć o życiu człowiek przez całe życie zajmujący się jedynie naprawą cieknących kranów?


A.:
O czym szumią rury.

Terry'ego Pratchett'a w dzieciństwie (wtedy jeszcze nie był Sir) nie ciągnęło specjalnie do książek i swoją życiową przygodę z nimi zawdzięcza swojej mamie, która ("God bless her") w trosce o jego rozwój intelektualny "zakasała rękawy" i zaczęła mu płacić po jednym pensie za każdą przeczytaną stronę. Wiele jednak nie zarobił - trzecią książką, jaką wziął do rąk, było
O czym szumią wierzby, angielski klasyk, ukochany przez dzieci i dorosłych - więc należy domyślać się, że od tego momentu zachęta finansowa nie była już potrzebna.

A teraz pewnie ma harmonogram równie napięty, jak jego najwybitniejsza kreacja - dobry, ludzki Śmierć: jako duch lata po tych wszystkich forach na całym świecie i ze wzruszeniem czyta te wszystkie posty - i poematy (zgrabnie napisany ;) ).
A potem lodowiec wycofał się, zostawiając po sobie moreny, jeziora i kamienie...
E. Niziurski
Avatar użytkownika
Stanisław Ssakmorski męska
Flażolet
 
Posty: 2687
Lokalizacja: Jędrzychów
Reputacja: 2895

Re: Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 14 mar 2015, o 10:35

pantalonwawrzyniec napisał(a):spokojne towarzystwo miłośników Terry'ego.


Hmmm... tylko nowa osoba na forum może tak napisać, bliżej nam do Feegli, niż do "spokojnego towarzystwa" :)
Witaj na forum, załóż swój wątek w powitalnym, powitań nie będzie widać końca:)
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 8609
Reputacja: 5068

Re: Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Postprzez Rob Rozbój » 15 mar 2015, o 13:37

Cudo_Tyłeczek napisał(a):bliżej nam do Feegli

Jako Wielki Gość potwierdzam ;]
Statek dobry, choć sławę ma złą!
Avatar użytkownika
Rob Rozbój męska
Mag IV stopnia
 
Posty: 597
Lokalizacja: Wzgórze Przemysła
Reputacja: 922

Re: Poemat dla Terry'ego Pratchett'a

Postprzez Donius » 15 mar 2015, o 21:22

Feegli w tłumaczeniu Piotrka Cholewy ;)
"Kłopot z życiem polega na tym, że nie ma okazji go przećwiczyć i od razu robi się to na poważnie."
Avatar użytkownika
Donius żeńska
Mag I stopnia
 
Posty: 171
Lokalizacja: Kraków
Reputacja: 477


Powrót do Wieża sztuk

- Mam nadzieję, że nie zamierzacie zrobić z nas niewolników - wtrącił Dwukwiat.
Marchesa była szczerze zdumiona.
- Ależ skąd! Skąd coś takiego przyszło wam do głowy? Wasze życie w Krullu będzie bogate, przyjemne i wygodne...
- To dobrze - ucieszył się Rincewind.
- Tyle, że niezbyt długie.

Kolor magii, dodał(a) Kinga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron