Jestem zaskoczony. Poważnie. Przejrzawszy cały zbiór postów z tego działu oraz "Pratchettowych dyskusji" nie znalazłem tego tematu, choć w niektórych postach - owszem - nieśmiało przebija się ów wątek*. A że psychologowie ewolucyjni dość klarownie udowadniają, że na seks przeciętny czytelnik rzuca się jak kot z ADHD na koci pęcherz...
Z racji ograniczeń czasowych postaram się tylko rozpocząć - mam nadzieję hmm... płodną - dyskusję nad erotyczną** stroną Dysku. Właśnie zakończyłem swój kolejny nomen omen romans z Niewidocznymi Akademikami - bodaj pierwszą powieścią explicite o miłości, choć "pikantne" fragmenty zdarzały się mojemu ulubionemu pisarzowi już znacznie wcześniej. Ale nie o prosty romans mi chodzi - bardziej o aluzje godne niani Ogg, która sama w sobie jest osobnym tematem...
Jako jeden z wątków wartych rozważenia: Bengo Macarona. Pratchett jest mistrzem mniej lub bardziej subtelnych aluzji (szkoda, że przy całej maestrii Piotra W. Cholewy z przekładu zniknęły aluzje dotyczące zabawy "piłką" - ang. "balls" jak każdy fan South Parku wie, ma również rynsztokowe znaczenie - jaja, bynajmniej nie kurze). Kiedy więc pada pytanie, o zręczność Macarony w operowaniu "piłką" ("piłkami" byłoby bardziej na miejscu) ... W debacie o "Pratchetcie dla dzieci" argument o sprawie rozwodowej, w której był zamieszany Macarona byłby zapewne cennym orężem. I ani słowa o seksie i orientacji***, zauważcie.
Podaję Macaronę jako przykład, bo to łatwe. Nie tak, jak duet Pepe - madame Sharn, choć to temat na kolejny post.
No, moi drodzy, wiemy już, z kim byśmy się mogli przespać na Dysku, myślę więc, że bez zażenowania możemy porozmawiać o tym co się na Dysku dzieje pod pierzyną (albo - w przypadku nieocenionej niani - gdziekolwiek, gdzie jest miejsce).
* - Ok, mogłem zwyczajnie nie zauważyć. Żywię nadzieję, że moderatorzy czuwają...
** - Ok, ok, erotyka to nie tylko seks. Wtedy byłaby to pornografia. Ale i tak pewnie skończy się na seksie...
*** - A pamiętacie aluzje do krykieta w "Zaginionym kotynencie"? O stukaniu młotkiem?



