Jak już wielu zauważyło nie można wybrać jednej postaci. No niemożliwe to jest. Dlatego wybieram Dwie

Po pierwsze Śmierć. Coraz bardziej zgłębiając się w historię życia Terrego Pratchetta coraz mocniej doceniam tę postać. Jest wyważony. Nieczuły w najbardziej z wrażliwych sposobów. Intrygujący dzięki prostocie w podejściu do świata. W swoich usilnych próbach zrozumienia ludzi, których żywot, w jego mniemaniu, jest krótki jak życie jętki a mimo wszystko poświęcają go poznawaniu tajemnic wszechświata i nazywaniu gwiazd. Jest miłośnikiem kotów jednym z lepszych dziadków (gdyby nie te kościste kolana) na świecie. Walczy do końca o swoje i jest bohaterem większości egzystencjono-filozoficznych rozważań.
Drugą postacią jest (co może dziwić) Tiffany. Na jej przykładzie poznajemy jak to na prawdę jest pobierać nauki czarodzicielstwa, jaki to ciężki kawałek chleba, jaki to niezwykły i pełen zaskakujących elementów żywot. Uwielbiam to jak możemy obserwować jej rozwój i dojrzewanie na kartach kolejnych książek z cyklu. Jak najpierw całym światem jest młodzieńcze wzdychanie do Ronalda, by w końcu ustąpić miejsca trosce o dziewczynę cierpiącą po poronieniu, będącym wynikiem pijackich awantur w domu. Widać jak przywdziewanie w północ staje się faktem, nawet jeśli na zewnątrz nosi wciąż zieloną sukienkę. No i jest jej życie również świetnym miejscem do epizodycznych pojawień się Babci i Niani oraz wielu innych ciekawych czarownic.