Vetinari i jakaś bezimienna szwaczka... taaa... wiecie, jakoś nie mogę przyswoić tej koncepcji. Kompletnie nie wyobrażam sobie patrycjusza w, jak to kiedyś ładnie ujął Pratchett, "gorączce chwili". Mózg skręca mi się w korkociąg, jak próbuję to sobie wyobrazić

Z drugiej strony w "Bogowie, honor...Vetinari genialnie wcielił się w rolę ulicznego artysty, więc czemu nie miałby się czasem przemienić w namiętnego uwodziciela? Coś w rodzaju Draculi, rodem z filmu Coppoli, na przykład?
Zgadzam się natomiast z Minerwą co do finezyjnego rozgrywania wzajemnej fascynacji przez lorda V. i lady M. Cała sylwetka Vetinariego jest zbudowana na niedopowiedzeniach, subtelnościach, wyrafinowaniu. I, nie da się ukryć, odczłowieczeniu, co z jednej strony irytuje, ale z drugiej hipnotyzuje. Gdyby doszły nas nagle słuchy o namiętnych igraszkach lorda, to w jednej chwili runął by cały jego idealny wizerunek. Te intelektualne gierki są o wiele bardziej smakowite
Tak w ogóle to ciekawe jak się wszyscy zainteresowali życiem seksualnym jego łaskawości
Wracając do podstawowego zagadnienia, ja zdecydowanie wybieram Greebo (grrr...) w ludzkiej postaci i Vetinariego, z czystej ciekawości. W jednym i w drugim przypadku byłoby co wspominać

"Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach."