Po przeczytaniu po raz kolejny, pomimo faktu, że niezmiennie czytało mi się świetnie - jak zawsze Terrego, doszłam do wniosku, iż:
Curry napisał(a):Właściwie cała książka ma dla mnie taki wydźwięk: piłka nożna i mecze/treningi służą jedynie jako tło dla ORKa.
O, właśnie. Niby o piłce a w praktyce o orkach, pokazach mody etc... Lady Margolotta bardziej mi się podobała, kiedy była tajemniczą dłonią poruszającą pionki na planszy łups gdzieś w Uberwaldzie w korespondencyjnej grze z Vetinarim...
Eolienne napisał(a):wielbię piłkę nożną i wyszukiwanie zasad z realnego świata sprawiało mi dużą przyjemność.
I to mnie właśnie również zastanawia, bo porównując "Unseen..." do "Ruchomych obrazków" czy nawet "Muzyki duszy" to realizmy dotyczące głównego tematu, zarówno ich ilośc jak i jakośc, nie wytrzymują konkurencji. Doszłam do wniosku, że liczyłam na takie potraktowanie tematu jak w wyżej wymienionych książkach: genezę powstania równych zasad gry (np. rzutów karnych czy spalonego*) a tego jak na mój gust było niestety bardzo niewiele, właściwie tylko historia instytucji bramkarza... No i sama piłka nożna wydaje się tam taka... zwyczajna. Niby jest motyw Pedestriany i tego, że to nie magia tylko raczej religia ale ten wątek też jakoś tak marginalnie został potraktowany. Brakuje mi tego, co w "Obrazkach" czy "Muzyce" tworzyło całą niezwykłośc opisywanego zjawiska i tłumaczyło wpływ jaki wywierało ono na ludzi. Magia kina, magia muzyki a więc magia (czy też może faktycznie religia...) piłki nożnej jako czegoś nie do końca zrozumiałego również byłaby jak najbardziej na miejscu. Tego klimatu tajemniczości i może nawet grozy (jak przy muzyce i kinie) trochę mi jednak szkoda...
*Uświadomiła mi to ostatnio moja ciocia, która zadała mi pytanie, na szczęście nie: "co to?" ale "po co jest spalony?". I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że tu właśnie widziałabym jakąś historię...