Moją ukochaną książką jest "Mort", ponieważ to pierwsza książka Pratchetta, jaką przeczytałam i absolutnie się w niej zakochałam. (Esej licencjacki na studiach pisałam o Śmierci

)Oprócz tego uwielbiam Straż i tę zawiłą politykę jaką Vimes i Vetinari prowadzą między sobą... No i wiedźmy...I magów....You get the point
Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie jak powiem, że "Niewidoczni Akademicy" nie podobali mi się? O ile potrafię docenić to, jak Pratchett potrafi pisać o piłce nożnej, to książka ta mnie przybiła. Przeczytałam ją w oryginale i miałam problemy "wkręceniem się" w fabułę przez te przydługie tyrady Nutta o celu życiowym i chęci bycia "przydatnym." W postaci Nutta odczułam rozterki Pratchetta dotyczące efektów choroby Alzheimera i to jakby przejęło tę książkę. Nie zrozumcie mnie źle, niezmiernie współczuję Sir Terry'emu, człowiekowi, dla którego intelekt jest tak cenny, ale w wypowiedziach tej postaci zabrakło "subtelności". Z drugiej strony Nacja - książka o chłopcu, w którego życiu wszystko legło w gruzach, bardzo mnie wciągnęła, a zdecydowanie należy do poważnych i filozoficznych.
„Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?” (Terry Pratchett, "Mort")
Nowa polska postać w grach RPG: pół-człowiek, pół-litra