Oj, u mnie zaczęło się w pierwszej liceum, po tym jak w listopadzie nie miałam już co czytać, bo odkurzyłam stary księgozbiór a nowy mnie jakoś nie kręcił. Na półce leżały sobie "Ciekawe czasy" i parę razy rzuciłam na nie okiem, właśnie z powodu okładki

Potem z nudów wzięłam, przeczytałam i odłożyłam na miejsce. Więcej w szkolnej bibliotece nie było a mi to nie przeszkadzało...
Za to w drugiej klasie otworzyli publiczną bibliotekę na Pradze, gdzie mają cudowny dział z fantastyką. Po 3 miesiącach znowu nie było co czytać, zatem kolejny raz sięgnęłam po Pratchetta. I to był strzał w dziesiątkę - większy wybór zadowolił moje wybredne gusta a potem to już nie patrzyłam na cykle, brałam jak leci
Zresztą nawet teraz, pierwsze co robię po przekroczeniu progu biblioteki, to lecę do ulubionej półeczki. A nóż widelec pojawiło się coś, czego nie czytałam
Długa to była droga ale opłacalna, ha!