O Pratchecie już od jakiegoś czasu mówiły mi koleżanki, totalne fanki fantastyki. Jakoś nie mogłam się zabrać do tej pory.
I w końcu na urlopie (koniec lipca) kupiłam Potworny Regiment (akurat był), no i zachwyciłam się z jednej strony światem fantasy opisany z dystansem i szczyptą sarkazmu i przede wszystkim poczuciem humoru. Śmiałam się na głos.

Naprawdę.
Zafascynowało tworzenie tego świata fantasy w oparciu o naszą codzienność. Te "azety" w Potwornym Regimencie wywarły na mnie wrażenie. A pamiętajcie, że to była pierwsza część, którą przeczytałam, więc całość była dla mnie zaskoczeniem.
Aluzje i parodia rzeczywistości - genialne.
Następny był Łups! Nawiązanie do PDA i do bluetootha jest genialne.

A te przypisy jak w książce naukowej hehe.
Uwielbiam ten typ poczucia humoru.

I oczywiście cieszę się, że seria ma tyle książek, bo najbardziej mi przykro kończyć książkę, którą dobrze mi się czytało. Tutaj na szczęście mam ich wiele przed sobą.