Wielu uznawało, że chodzi o rzekę Ankh, której wodę można pić, a nawet kroić i przeżuwać. Jeden łyk z Ankh prawdopodobnie pozbawiłby człowieka pamięci, a przynajmniej spowodował, że działyby się z nim takie rzeczy, których pod żadnym pozorem nie chciałby pamiętać.
W rzeczywistości była też inna rzeka, zdolna tego dokonać. Jest w tym, oczywiście, pewien haczyk. Nikt nie wie, którędy ona płynie, gdyż Ci, co do niej docierają, są zwykle raczej spragnieni.
Powiedzcie mi - jak tu nie uwielbiać tych książek? Wszystkie nadają się, żeby położyć je na prywatnym ołtarzyku (na takim ze świeczkami, kadzidełkami i klęcznikiem, żeby z odpowiednim szacunkiem a zarazem i wygodą można było oddawać cześć). A Muzykę Duszy kładę na samym szczycie chwiejnej już z ogromnej ilości książek piramidy.
A już od wakacji jak tylko jest jakaś mowa o rodzimych, sosnowieckich, to dziwnie mi się zawsze nasuwa coś o przeżuwaniu