przez Arvika » 16 sty 2012, o 00:00
Pamiętam taką scenę, w pałacu Patrycjusza, kiedy z jakichś powodów magowie i kapłani byli zebrani w jednym pomieszczeniu i czekali na audiencję. I delikatnie mówiąc nie specjalnie się zgadzali w jakiejś sprawie. I nie była to żadna z nowszych książek, raczej któraś z tych, w których Pratchett jeszcze pisał o Patrycjuszu, że wygląda jak czarna odmiana flaminga, lub podobnie. Może komuś to coś przypomni - mi się nie chce zgłębiać tematu, bo za 6 godzin i 20 minut wstaję do pracy.
No tak, chyba na prawdę potrzebuję snu: nie napisałam, że ta właśnie scena kojarzy mi się z fragmentem objaśniającym relację Ridcullych. Znaczy tak, kojarzę, że byli braćmi. Chyba. Pamiętajcie, że mówi to osoba, która potrafi zostawić w pracy portfel albo telefon.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."