Świat Dysku

KONKURS "Trzy po Trzy"

O płaskim świecie dyskusje

KONKURS "Trzy po Trzy"

Ankieta wygasła 13 wrz 2011, o 07:51

1. Dicey Reilly
1
6%
2. Aeshtir
4
25%
3. ratharienn
6
38%
4. Kinga
0
Brak głosów
5. Nobby Nobs
5
31%
6. Aiyanna
0
Brak głosów
 
Liczba głosów : 16

KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 29 sie 2011, o 18:38

Śladem tygrysex’a (czy cholera wie jak się odmieniowuje twój nick:P) również chciałem wam zaproponować mały konkursik z racji a) końca wakacji b) mojego powrotu z wygnania na ukochane mieszkanko przytulne i pozbawione współlokatorstwa (które na krótką metę bawi i jest źródłem rozrywki, ale na dłuższą metę staje się intruzem blokującym prysznic :P – wyszedł ze mnie aspołecznik :P który na szczęście rzadko się ujawnia) c) bo jest pięknie słonecznie i nic nie stoi na przeszkodzie, by było jeszcze lepiej.
Konkurs jest oczywiście z nagrodami, których jest jak nazwa sama wskazuje Trzy po Trzy.
Nagrodą za pierwsze miejsce jest trzypak (Czyli trzy książeczki w stylowej obwolucie) „Mort”, „Wyrd Sisters” i „Sourcery” wiadomego autora, w oryginale, zakupione podczas jednej z wizyt w Anglii na pchlim targu. Sentymentalna rzecz, którą chciałbym przekazać komuś, by tak samo ucieszyła go jak mnie i tak jak mnie towarzyszyła w najpiękniejszych chwilach życia.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Za drugie miejsce przewidziałem książkę zbierającą wszystkie historie o Nomach, czyli „Nomów księga wyjścia”, „Nomów księga kopania” i „Nomów księga odlotu”. Nomów chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, więc sądzę, że pokaźnych rozmiarów książeczka mogłaby być uzupełnieniem waszej kolekcji, albo sentymentalnym elementem przypominającym obdarowanemu o konkursie i forum :)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Za trzecie miejsce przewidziałem z kolei zbiór opowiadań mistrza o Niezwykłym dzieciaku Johnym który dziwnym trafem przyciąga wszystkie możliwe niezwykłe zdarzenia. W książce odnajdziecie wszystkie opowieści z jego udziałem: „Tylko ty możesz uratować ludzkość”, „Johny i zmarli” (świetna i poruszająca ważny element brytyjskiej historii) i moja ukochana bo najbardziej zagmatwana – „Johny i bomba”. Do tej pozycji też podchodzę sentymentalnie, bo została przeze mnie zakupiona za jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Nie mają one niestety odręcznych przypisów Pratchetta, ale każdą obiecuję opatrzyć indywidualną dedykacją dla zwycięzcy od autora, póki co mniej poczytnego, czyli mojej własnej osobistości :)
Jeśli ma być konkurs, to trzeba przed wami przedstawić jakieś zadanie konkursowe.
A oto i ono. (tu poniżej)
Po powrocie z wakacji, zaraz na początku września, pani polonistka stawiała przed wami pierwsze zadanie, czyli opisanie swoich wakacyjnych przygód. A to czy Jasiu był na wsi, a to czy Małgosia za granicą i tak aż do znudzenia. Z racji pory i ja mam dla was takie zadanie. Chcę byście opowiedzieli mi swoje wakacyjne przygody. Ale żeby nie było tak odtwórczo pamiętnikowo, a bardziej twórczo marzycielsko to wyobraźcie sobie, że zbiegiem okoliczności i przebłyskiem niestabilnego zaklęcia znajdujecie się nagle w jednym z przypadkowo wybranych miejsc na Dysku. Dowolnym dobrze słyszeliście, więc wyobraźnia nie musi być niczym skrępowana. Na Dysku nie sposób uniknąć przygody, bo choćbyś się starał przed przygodą uciekać, to ona cię dogoni, kopnie w du** i wystawi bilet w jedną stronę do stacji zwanej wyzwaniem.
Liczę wiec na opowiadanie, poemat łotrzykowski, balladę itp. opowiadającą o tejże przygodzie.

Na napisanie dzieła konkursowego daję wam tydzień (Czyli do 5 września do godziny 23.59). Opowiadanie należy zamieścić w tym temacie jako jeden post (nie powinno być problemów z limitem znaków). Po zakończeniu zgłaszania utworzę Ankietę w której demokratycznie wybierzemy zwycięzców w drodze głosowania. Gdyby okazało się, że kilku użytkowników dostanie taką samą liczbę głosów zastrzegam sobie prawo do rozstrzygania wedle uznania. Ankieta potrwa również tydzień, a wyniki zostaną ogłoszone przeze mnie 12 września o godzinie 23.59 (chyba, że dłużej będę edytował post to może parę minut później :) ). Nagrody prześlę pocztą na adres o który będę prosił zwycięzców na PW. Jako, że jest to konkurs pozwolę sobie również przedstawić regulamin:
- W konkursie mogą prac udział tylko osoby zarejestrowane przed rozpoczęciem konkursu
- Każdy z uczestników może zgłosić tylko jedną pracę konkursową.
- W wyborze zwycięskiej pracy może brać każdy użytkownik forum.
- Uczestnicy konkursu mogą wymieniać poglądy o swoich pracach w temacie, mogą głosować na swoje prace i namawiać do głosowania na siebie, ale oczywiście w sposób umiarkowany z gustem i poczuciem dobrego smaku (o które jestem pewien znając was forumowicze kochane).
- Wygrywa osoba która z ankiecie stworzonej po zakończeniu zgłaszania prac dodam w tym temacie.
- Jeżeli liczba oddanych na dane prace głosów będzie równa u kilku uczestników zastrzegam sobie prawo wybrania zwycięzcy wedle uznania (wybór postaram się uzasadnić i zargumentować najlepiej jak umiem).
- W konkursie może brać udział każdy: moderatorzy, administratorzy, audytorzy, Nobby Nobbs, a nawet SMIERĆ we własnej osobie, tudzież Rob Rozbój jeśli zdoła ukraść wystarczającą ilość papieru i tuszu (jedyna wykluczonym jak i w poprzednim konkursie jestem ja :) )
- Zwycięską pracę (a może i nawet wszystkie trzy) spróbuję (oczywiście za akceptacją Grace) umieścić na frontpage http://www.pratchett.pl .
To chyba wszystko. Jeśli jakieś wątpliwości lub pytania wyjdą w trakcie konkursu to zapraszam do kontaktu na PW lub w temacie.
Życzę głów pełnych pomysłów.
Czas start:) Do piór!
Marek.
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Reklama

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez tygrysex » 29 sie 2011, o 18:58

No prosze... moze jakas tradycyja z tego sie urodzi i bedziemy Marku tutaj pionierami :D I beda o nas pisac na glownej kiedys ;)

Co do odmiany, to masa ludzi poprostu wali do mnie per tygrysek/tygrys... jak najbardziej mnie to nie przeszkadza ;)

Ja z konkursu sie sam wykluczam, bo jedynie beztalenciem sie moge pochwalic w takich zadaniach, ale bardzo chetnie poczytam i zaglosuje :D
"A czym byliby ludzie bez miłości?
GINĄCYM GATUNKIEM, odparł Śmierć..."
Avatar użytkownika
tygrysex
Mag I stopnia
 
Posty: 107
Lokalizacja: Ankh Morpork
Reputacja: 115

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 29 sie 2011, o 20:59

tygrysex napisał(a):No prosze... moze jakas tradycyja z tego sie urodzi i bedziemy Marku tutaj pionierami :D I beda o nas pisac na glownej kiedys ;)


Nie miałbym nic przeciwko. Nic nie obiecuję, ale może od czasu do czasu jakiś konkurs się pojawi z mojej strony.
A jeśli komuś przyjdzie jakiś do głowy fajny pomysł na konkurs to niechaj się nie krępuje. Mam tylko nadzieję, że będzie zainteresowanie :)
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Dicey Reilly » 29 sie 2011, o 21:24

Zainteresowanie na pewno jest! Moja praca konkursowa już jest w fazie produkcji xD Kurczę, muszę ją skończyć do czwartku bo potem mega zajęta będę. Trzymajcie za mnie kciuki!
Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Somewhere over the rainbow :D
Reputacja: 773

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Aeshtir » 30 sie 2011, o 08:44

No proszę. Rzadko ostatnio wpadam, ale jeśli już, to trafia sie coś tak interesującego... Jak czas pozwoli (choć nieco w to powątpiewam, remont się sam nie zrobi...), to spróbujemy...

Tak gwoli ścisłości, o ósmej rano mam problemy z czytaniem ze zrozumieniem ;) . Ma być to MOJA prywatna przygoda - człowieka z naszej rzeczywistości, który wpadł sobie na Dysk niczym na przekąskę w fast foodzie? I... wiem, że litentia poetica ma swoje prawa, ale wrodzona uczciwość każe mi o to spytać... nie musi mieć nic wspólnego z rzeczywistymi jakimikolwiek wakacjami mojej osoby (bo co to za wakacje, tylko browar i browar... ;) )?
Mater tua criceta fuit, et pater tuo redoluit bacarum sambucus!
Avatar użytkownika
Aeshtir męska
Mag II stopnia
 
Posty: 234
Lokalizacja: Szczecin
Reputacja: 223

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 30 sie 2011, o 09:28

Tak to ma byc Twoje przygoda (homo sapiens) jednakowoz nic nie stoi na przeszkodzie, bys stal sie podczas przenoszenia kimkolwiek. nie krepuje wyobrazni.
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Dicey Reilly » 30 sie 2011, o 23:46

Ekhm… No dobra. Choć jeszcze mam jutro to już pomysł został juz kompletnie wyeksploatowany. Oto moja praca, bez tytułu:


A niech to, że też nie mam takiej wiedzy jak Kinga, śmigałabym po ulicach niczym Vimes - pomyślała, rozglądając się dookoła. Chociaż ulice Ankh-Morpork aż biły po oczach różnorodnością budynków, straganów i ludzi, jej wszystko wydawało się identyczne. No, z wyjątkiem Niewidocznego Uniwersytetu. Z pewnością nie była osamotniona w tym poczuciu – każdy kto dopiero co trafił do tego miasta musiał poczuć się jak w labiryncie, dodajmy to tego niespecjalnie czystym. A ona trafiła tam w dość niecodziennych okolicznościach.
*
Wszyscy zakręceni fani twórczości jakiegokolwiek pisarza chociaż raz marzyli, by przenieść się do przedstawionego w jego lub jej książkach uniwersum. W tych marzeniach oczywiście spotyka się ukochane postacie, nawet lepiej: przeżywa się z nimi przynajmniej jedną przygodę i w ostateczności zostaje się ich największym przyjacielem.
Ona nie stanowiła wyjątku. Pochłaniając powieści Terry’ego Pratchetta zachwycała się światem Dysku. Nierzadko płakała ze śmiechu czytając to żale prześladowanego przez pech Rincewinda, to cyniczne uwagi Vimesa, to sprośne żarty Niani Ogg. Rozpływała się nad dyskusjami prowadzonymi przez Babcię Weatherwax, Vetinariego czy Śmierć. O tak, marzyła by spędzić tam chociaż jeden dzień, mieć okazję porozmawiać z jakąkolwiek postacią, najlepiej z tą ulubioną, zobaczyć choć ułamek tego pięknie pokręconego świata na własne oczy. Każdy szanujący się fan Pratchetta rozumie takie marzenie i sam trzyma podobne głęboko w sercu. Tego typu myśli zawsze pachną cynamonem, smakują jak kremówki i wyglądają jak rozpływająca się właśnie na tej kremówce czekolada. W skrócie: są wspaniałe, przynajmniej dla wielbicieli słodyczy. Niestety takim fantazjom brakuje jednego: świadomości, że marzenie gdy staje się realne, rzeczywistości oprócz wszelkich wspaniałości nie brakuje także okrucieństwa i brudu.
*
- Łał, ona rzeczywiście jest gęstsza od budyniu! – szepnęła do siebie z zachwytem, widząc unoszącą się po powierzchni Ankh cegłę. Szybko jednak o niej zapomniała i odsunęła się od barierki mostu, gdy bąbel powietrza wydostał się z cieczy o wyższym stopniu wtajemniczenia tuż pod nią a cząsteczki tlenu poniosły razem ze sobą zapach. Prawdę mówiąc, użycie tego rzeczownika obrażało wszelkie kwiaty, o których w końcu mówi się że mają określony zapach. Omal nie zwymiotowała, czując woń, która z łatwością położyłaby na kolana wszystkich pracowników usług wywozu nieczystości z jej świata.
Szybko ruszyła zatłoczoną ulicą. Znów poczuła się zagubiona. Była w kompletnie nieznanym jej miejscu, mijali ją nieznani ludzie. Nawet niebo było inne od tego które znała… Pokręciła głową, zaciskając pięść. Daj sobie spokój z dołującymi myślami! Zobacz gdzie jesteś: w Ankh-Morpork! Mieście tak fikcyjnym jak tylko można, stworzonym przez Pratchetta! A ty tu jesteś: ciesz się! Uśmiechnęła się do siebie, czując nową falę entuzjazmu. Prawie jak Dwukwiat…
Właśnie! Uśmiechnęła się jeszcze szerzej na myśl, że istnieje wielkie prawdopodobieństwo spotkanie jakiejś stworzoną przez Pratchetta postaci. Może kogoś z Niewidocznego Uniwersytetu? Nie, prędzej jakiegoś członka Straży. Może Colona, albo Nobby’ego? Oni powinni gdzieś się kręcić. Szkoda że nie przeniosło razem ze mną aparatu…
Strumień radosnych myśli przerwało ssanie w żołądku. Niezadowolona przypomniała sobie, że zanim przeniosła się na Dysk, nie zdążyła niczego wziąć. Oprócz masy radości i pustego żołądka. Usiadła na w miarę czystej części krawężnika i z nadzieją zaczęła grzebać w kieszeniach. Komórka, nie da się zjeść. Wielokrotnie używana chusteczka. Nie da się zjeść… Pięć złoty. Da się kupić coś co da się zjeść! Już wstała i skierowała się do pobliskiego straganu ale zatrzymała się w połowie drogi. To złotówki, głupia torbo, tobie trzeba AM-dollarów! Spojrzawszy tęsknie na skwierczące na oleju kawałki ryby (miała nadzieję że to ryba) westchnęła i ruszyła ulicą, rozglądając się za szyldem kantoru. Wolała nie pytać o drogę – ktoś mógłby pomyśleć że niesie ze sobą wór monet z innego kraju. Już mając na sobie białe adidasy, jeansy i granatową koszulkę z nadrukowanym duszkiem wyglądała wystarczająco obco. Z lekkim uśmieszkiem wyobraziła sobie że wszędobylscy niczym powietrze informatorzy Vetinariego już spisują o niej raport, jeśli dokument już nie leży na biurku Patrycjusza. Spoglądając do góry niemal się nie zaśmiała wyobrażając sobie go sięgającego ze znużeniem po setną kartkę, po czym podnoszącego brew w efekcie przeczytania opisu jej ubioru.
- Ała!
Straciła równowagę i wylądowała na chodniku po zderzeniu z czymś dużym i twardym. Rozmasowując czoło, spojrzała do góry i zamarła. Wielka sylwetka zwróciła się w jej stronę i skupiła na nią parę oczu.
- Tobie nic?
- Eee… nie. – odparła, nie mogąc oderwać wzroku od wielkiego szarego cielska gdzieniegdzie pokrytego mchem. Wstała i zaczęła otrzepywać materiał na zadku. Troll! A niech mnie, prawdziwy troll! Gdy ich spojrzenia spotkały się, zauważyła przebijające się przez pustotę zdziwenie.
- Żem nigdy nie widział dziewczyny w… e…
- Spodniach? – pokonała silną chęć dotknięcia kamiennej skóry i próbowała dostrzec diamentowe zęby trolla.
- No.
- Boracyt, dawaj! – do ich uszu dotarł krzyk. Z drzwi niedaleko nich właśnie wybiegał niski mężczyzna, przyciskając do piersi mały pakunek. Zanim zdarzyła pomyśleć, już zniknął w tłumie a do jej uszu dotarły krzyki kolejnych osób mijających tą samą parę drzwi.
- Ty teraz masz uciekać. – rzekł do niej troll.
- Co?
- Taki plan: ja mam zatrzymywać pościg, reszta uciekać. – Boracyt rozłożył wielkie ręce i ruszył ku grupie osób nawołujących do złapania złodzieja. Chwilę później powietrze przeszył dźwięk gwizdka. Odwróciła się i niemal nie podskoczyła z radości dostrzegając przebijające się miedzy lasem głów matowe hełmy. Straż!
*
Z trudem łapała oddech. Pochylona nad nierówną powierzchnią chodnika analizowała wszystko, co doprowadziło ją tutaj – do wąskiej, ciemnej uliczki.
… najpierw przyszli Strażnicy. Ponieważ jeden z nich był trollem, udało im się wspólnymi siłami obezwładnić Boracyta. Później zaczęli przesłuchiwać okradzionych, którzy okazali się pracownikami sklepu jubilerskiego. Potem któryś z nich wskazał na nią palcem.
- O! Ona też! Troll kazał jej uciekać, musi być z nimi!
Jeden ze Strażników podszedł do niej, obrzucając ją spojrzeniem wyrażającym zarówno podejrzenie jak i zaciekawienie. Znów uświadomiła sobie, że ma na sobie dość osobliwy strój. Cholera… Już miała coś powiedzieć na usprawiedliwienie, gdy postać Strażnika w zaskakująco szybkim tempie przeleciała w bok w efekcie uderzenia wielkiej szarej dłoni. Boracytowi udało się uwolnić z uścisku innego trolla i znów rzucił w jej stronę by uciekała. Widząc wyciągających pałki innych Strażników spanikowała i odwróciwszy się popędziła tak szybko jak tylko mogła. Do jej uszu dotarły słowa Strażników, z pewnością zwracających się do trolla ze Straży. A więc to był Detrytus! Nie zdążyłam mu się przyjrzeć.
Po raz pierwszy w życiu naprawdę uciekała. Przeciskając się między ludźmi słyszała świst gwizdków i wołania rozkazujące jej by się zatrzymała. Nogi jednak miały inne zdanie i prowadziły ją dalej. Jak u Rincewinda, normalnie… Czując ból w piersi zaklęła w myślach. Trzeba było zabrać się za bieganie wieczorami. Zauważyła że biegnie coraz wolniej a jej serce wali jak oszalałe. Spojrzała do tyłu i poczuła jak blednie widząc zbliżającą się sylwetkę w pancerzu.
A może się zatrzymać? Wsadzą mnie do aresztu, może uda się zobaczyć Marchewę, albo Anguę? A co jeśli od razu wyślą mnie na Tanty? Kurczę, nie pamiętam nawet czy w jakiejś części była wspomniana procedura aresztowań, „Straż Nocna” się nie liczy…
Te myśli przemknęły przez jej umysł krócej niż ułamek sekundy. Już miała odwrócić głowę w kierunku w którym biegła, gdy nagle zobaczyła jak szczupła postać rzuca się w stronę Strażnika, kilkoma ciosami, po otrzymaniu których Strażnik padł nieprzytomny na ziemię. Poczuła jak ktoś wytrąca ją z obranego kierunku, ciągnąc mocno za lewą rękę. Klucząc wśród wąskich uliczek przyjrzała się trzymającej ją osobę. Opierając się na tym co mogła zobaczyć, osoba skojarzyła jej się z ciemnowłosą dziewczyną z „Bractwa Wilków”. Długie rozczochrane włosy zakrywały jej plecy, i razem z poszarpaną spódnicą i przewiązanymi na biodrach chustami, w biegu tworzyły szereg falujących kolorów…
Tak, to by było na tyle, pomyślała próbując uspokoić oddech. Jej dłonie oparte na chłodnej ścianie nadal drżały, podobnie jak nogi.
- Z taką kondycją długo tu nie wytrzymasz. A myślałam że ludzie z Gildii Błaznów są nieźle wysportowani. – usłyszała. Spojrzała do góry.
Oszacowała że kobieta nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat, nawet jeśli jej jasnobrązowa, wyniszczona skóra i zepsute zęby utrudniały poprawne odgadnięcie jej wieku. Ciemnowłosa założyła ręce na biodra i oparła ciężar ciała na jednej nodze.
- I?
- Co: i? – spytała dziewczyna, wyprostowując się. Szybko jednak zreflektowała się i wyciągnęła rękę. – Dziękuję ci.
Tamta uścisnęła jej dłoń.
- Jestem Caren. Chyba jednak nie pochodzisz stąd, prawda? – odparła nie zwalniając uścisku.
- Nie. Jestem Ale…
Łup!
*
- No i? – oparty o ścianę ciemnowłosy młodzieniec przestał dłubać w zębach i spojrzał na towarzyszkę.
- Miała kilka monet w kieszeni. Popatrz.
- Hm, nie widziałem jeszcze takich. Wspominała skąd jest?
- Nie zdążyła. – kobieta uśmiechnęła się złośliwie, patrząc na leżącą pod ścianą prawie nagą dziewczynę. Nie widziała jeszcze nikogo kto miałby latem tak bladą skórę. W porównaniu do niej jej własna wydawała się czarna.
- Nieźle, muszą mieć dużo złota. W końcu jakaś bogata się trafiła.
- Na dodatek jej ciuchy są świetne. – spojrzała po sobie. Nigdy nie czuła się tak wygodnie. Sama świadomość że ma na sobie wyprane koszulkę i porządne buty, nawet jeśli schowane pod starymi łachmanami, dodało jej animuszu. – Dobra, wracamy. Muszę przerobić te spodnie na węższe. Młody będzie się cieszył…
*
Obudziła się z pulsującym bólem z tyłu głowy. Zadrżała w odpowiedzi na zimno chodnika i głośno kichnęła. Podniósłszy się uświadomiła sobie że nie ma na sobie nic oprócz bielizny. Szczęście w nieszczęściu tamci rzucili jej jakieś łachmanami. Łaskawcy…
Szybko narzuciła na siebie coś, co okazało się podziurawioną, sięgającą do kolan tuniką. Rozejrzała się. Widząc ciemniejące niebo wywnioskowała żem usiała leżeć tam kilka godzin. Trzęsąc się ze złości, goryczy i zimna ruszyła powoli wzdłuż alejki. Ostrożnie stawiała gołe stopy na ziemi gdy mijała resztki rozbitej butelki. Gdy dotarła do szerszej ulicy zaczął padać rzęsisty deszcz. Spojrzała na zachmurzone niebo. Po chwili śledzenia ciemnych smug spadających kropel omal nie wybuchła płaczem.
Nie tak miało to wyglądać! Powinno być wspaniale, powinnam spokojnie przeżyć ten dzień! Miałam zobaczyć pijącego piwo w jakiejś spelunie Rincewinda, patrolujących ulicę Colona i Nobby’ego, wybuchy wydobywające się z budynku Gildii Alchemików…
Czując jak ciepłe łzy same płyną po jej policzkach, szła wzdłuż chodnika. Nawet nie starała się iść blisko ścian by zmoknąć w jak najmniejszym stopniu. W tej chwili było jej wszystko jedno. Patrząc smutno na chodnik nawet nie zauważyła że mija wysokiego mężczyznę, otoczonego dymem tytoniowym.
*
Vimes zaciągnął się porządnie, spoglądając na plecy oddalającej się dziewczyny. Nadal mając przed oczami wyraz jej okrągłej twarzy poczuł wstyd przed sobą samym że niekiedy narzeka na swoje życie. Uśmiechnął się w duchu na myśl czekającej w domu Sybil i Małego Sama. No, Wilkins można powiedzieć też czekał…
- Co tam? – odezwał się zauważając wyłaniającego się z pobliskiej pary drzwi Strażnika. Nawet nie był specjalnie poirytowany faktem przerwy w chwili spokojnej samotności.
- Złapaliśmy kobietę, sir. Jej ubiór pasuje do tego podanego przez świadków kradzieży ale ona nie przyznaje się do niczego.
A to ci niespodzianka, pomyślał, spoglądając na unoszący się dym.
- Mężczyzna który był z nią uciekł, ale znajdziemy go, sir.
- Angua raczej nie zdoła wywąchać go po takiej ulewie…
- Mówi że poznała jakiś męski zapach na ubraniach aresztowanej.
Vimes zgasił cygaro.
- Coś jeszcze, Marchewa? - „Oprócz sterty papierzysk które chwilę temu położyłeś na moim biurku?” dodał w myślach
- Nie, sir. – mężczyzna zasalutował, odwrócił się na pięcie i wrócił do wnętrza budynku.
*
Odgarnęła mokrą grzywkę na bok, kichając donośnie. Brawo, jeszcze się przeziębiłam.
- Na zdrowie, Aleksandro.
- Dziękuję. – odparła odruchowo, spoglądając w bok na otwarte na prawo od niej drzwi. Zamarła zobaczywszy starca o ogolonej głowie, trzymającego miotłę. – Lu-Tze!
Mnich uśmiechnął się kiwając głową. Położył rękę na jej ramieniu i pociągnął za sobą do wnętrza. Niemal nie rozpływała się z przyjemności w odpowiedzi na fale ciepła, które przebiegały przez jej ciało. Pierwsza przyszła po tym jak opatulono ją kocem, a druga gdy napiła się podanej herbaty w niewielkim skromnym pomieszczeniu. Siedząc przy niewielkim stoliku patrzyła na unoszący się nad kubkiem dymek. Nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu. W tej chwili pożałowała że w Turnieju ŚD nie zagłosowała na Sprzątacza tylko na Vimesa.
Ze zdziwieniem spojrzała gdy młody mnich położył na stoliku ubrania z pewnością pochodzące z jej wymiaru. Gdy została sama bez wahania narzuciła je na siebie. Co z tego że za ciasne…
- Nie jesteś pierwsza. – usłyszała słowa wchodzącego Lu-Tze. – Ten szczęśliwie dla ciebie zapomniał zabrać je z powrotem. Dołożyliście nam trochę pracy, już szósty raz odczyniamy umowy Zabawnego Kapelusznika.
- Nigdy nie podpisałam równie fascynującej…
- I już nie podpiszesz. Za kilka chwil wrócisz do siebie chwilę przed spotkaniem z nim.
- A co z mną która się tu przeniesie?
- Nie przeniesie się. Ty ją zastąpisz. I nie zaczniesz rozmowy z Kapelusznikiem.
Spojrzała na Lu-Tze, odstawiając kubek.
- To znaczy… Nie będę pamiętała Dysku?
- Nic nie mogę obiecać, z poprzednich dwójce nie udało się zachować wspomnień.
- Dwójce… Na pięć, prawda?
Mnich kiwnął głową. Podniósł głowę, jakby usłyszał jakiś dźwięk.
- Już czas. Mam nadzieję, że kłopoty będą omijać się szerokim łukiem.
- Poczekaj…
*
Otworzyła oczy. Ale dziwny sen, pomyślała, spoglądając na ciemność nocy za oknem Westchnęła cicho i zmieniając pozycję na łóżku tak by byś zwróconą twarzą do ściany. W sumie fajnie by było przenieść się na Dysk…
Wtedy usłyszała dziwne skrobanie. Odwróciła się i z mieszanką przestrachu i zdziwienia patrzyła na kota, sunącego pazurami po zewnętrznej stronie szyby. Gdy zielone fosforyzujące oczy spotkały się z jej własnymi, wstała. Podeszła do okna, postała przy nim chwilę, po czym zasłoniła żaluzję.
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc cichy szmer - kot Kapelusznika zeskoczył z parapetu. Nadal stojąc w ciemności poddała się zalewającej jej umysł fali zarówno przyjemnych jak i gorzkich wspomnień.

KONIEC
Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Somewhere over the rainbow :D
Reputacja: 773

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Aeshtir » 31 sie 2011, o 12:16

Uff... to bolało. Dzień intensywnego myślenia, trzy godziny intensywnego pisania, niemniej jestem ogromnie wdzięczny Tobie, Marku, za zorganizowanie tego konkursu. Dawno już nic nie pisałem, a że dzisiaj miałem jedyny dzień wolny w tygodniu, taki nacisk czasowy bardzo stymulująco zadziałał na moje szare komórki :D .

W każdym razie, kilka słów wstępu. Pomysł był szybki, bo i czasu mało, ale jeżeli ktoś zadałby mi pytanie, gdzie na Dysku chciałbym się znaleźć... Cóż, Pratchett potrafi tak pięknie opisywać swoje krainy, że nie mam potrzeby "znajdowania się" tam piórem raz jeszcze. Pomyslałem o Gildii Błaznów, niemniej jednak, żeby - zgodnie z moim rozumieniem twórczości Mistrza - nie tylko coś opisać, ale i powiedzieć coś więcej, skomentować rzeczywistość, należałoby dokonać jakiegoś konceptu. Głównym bohaterem nie jestem zatem ja, ale postać fikcyjna. Ponieważ temat dotyczy filozofii, na której nie znam się najlepiej - fikcyjne są też odwołania (litentia poetica, przypominam ;) ). Tekst należałoby dopracować, jakąś korektę wprowadzić, ale, jak wiadomo, tu o czas chodzi.

No, to tyle. Miłej lektury. i jeszcze raz, dzięki dla Autora konkursu :D .





Przepięcie


„Oszalało miasto całe, nie wie starzec, ni wyrostek,
Czy to Post jest Karnawałem, czy Karnawał Postem?”

Jacek Kaczmarski, Wojna Postu z Karnawałem



No dobrze… Gdyby móc zadać Wszechświatowi jakieś konkretne pytanie, ludzkość zagubiłaby się w nieskończonych niczym adresat kłótniach o treść tegoż. To właśnie niezliczona ilość zagadnień, jakie zadaje się światu, czyni życie tak fascynującym. Po co tu jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Czy jesteśmy dobrzy? A, skoro już o tym mowa, czy jesteśmy na tyle źli, żeby nie móc pozwoli sobie na kilka dodatkowych eksperymentów na zwierzętach?

Jakie to szczęście, że większość pytań, rzucanych w kosmiczną pustkę, jest na tyle przyziemna, że nie powinna nadmiernie rozdrażniać otchłani Absolutu. Myślę, że bierze się to z ostrożnego założenia, że nadmiar pytań mógłby doprowadzić do irytacji Uniwersum, a nie ma co drażnić kosmicznych przestrzeni, dysponującej potężnym arsenałem ognistych komet, meteorów wielkości planety, nie wspominając już o czarnych dziurach – Wielkim Odkurzaczu Boga. Mając to na względzie, oraz mało nobliwą sytuację wynikającą ze zwykłego wyjazdu na kilkudniowy wywczas, wznosząc oczy ku Niebiosom, pytałem retorycznie…

Dobrze, gaz zakręciłem, gorzej może być z wodą, szczoteczka do zębów… szlag, nie pamiętam jak sprawy się mają z pastą, ostatecznie nie kosztuje miliardów, więc nic się nie stało, no ale co ze skarpetkami, w końcu jak kiedyś zapomniałem musiałem chodzić z odkrytymi palcami u stóp, a wówczas czuję się jak idiota, a czy zakręciłem wodę, bo jeżeli znowu zacznie kapać temu kretynowi na głowę, to znów czeka mnie rozmowa face to face z jego cuchnącymi zębami, a skoro już o tym mowa, co z tą szczoteczką?

I tak dalej, i tak dalej…

Takie pytania siłą rzeczy kłębią się po głowie każdego, opuszczającego domowe pielesze, choćby na kilka dni. Aż dziwne, że nasz mózg przystosował się na tyle, że nie sprawdzamy tego wszystkiego, wychodząc do sklepu po gazetę. Choć na moje usprawiedliwienie niech zabrzmi fakt, że mój kilkudniowy urlop postanowiłem przeznaczyć na nie byle co. Oczywiście, w zależności od filozoficznej metodologii, być może wcale nie jechałem na żaden wywczas…

No właśnie, to zapewne będzie naczelnym problemem, kiedy zjawię się na tym, jakże szeroko zachwalanym, Plenum Filozofii Nowoczesnej w Berlinie. Oczywiście, jeśli tylko zdążę na autobus…

***

Mustrum Ridcully błyskawicznie zerwał się ze swojego gargantuicznego łoża, kiedy potężny wybuch wstrząsnął posadami Niewidocznego Uniwersytetu. Dla niewprawnego oka jego zachowanie mogło wyglądać niczym te, które reprezentują służby mundurowe podczas ćwiczeń – seria błyskawicznych, niemalże wyuczonych zachowań, które nigdy nie mogą się pojawić u przeciętnego śmiertelnika, obudzonego w środku nocy. W rzeczywistości, pominąwszy pewne podobieństwo karmazynowej szaty maga do munduru, nikt nie zostaje na dłużej nadrektorem, jeśli nie potrafi w przeciągu siedmiu sekund uzbroić się w swój służbowy kapelusz i, nieco mniej oficjalne, dwie potężne kusze.

Kiedy wybiegał na korytarz, przeklinając pod nosem panujący chłód, budynek wypełniał się już tymi magami, dla których również refleks był synonimem słowa „przetrwanie”. Wiele nie myśląc, nadrektor wraz ze swoimi podwładnymi skierował się w stronę źródła dźwięku.

- Może mi ktoś wyjaśnić, co się do demona dzieje na moim uniwersytecie!? – huknął, zwracając się w stronę kształtu, chyżo dotrzymującego mu kroku.

- Uuk.

- Nie, te wszystkie niehigieniczne zabawki Stibbonsa są po drugiej stronie – warknął w biegu Ridcully, starając się wyprzedzić futrzasty kształt. – Jeżeli któryś z moich magów znowu eksperymentował z Piekielnymi Wymiarami, to ostrzegam – będą kłopoty!!! Niech no ja tylko…

Przerwał, gdyż naprzeciw niego pojawiła się rozmazana, czerwona plama, sunąca ku niemu z niespotykaną prędkością. Ridcully cudem tylko uniknął zderzenia z pędzącym ku niemu kształtem, przypadając do kamiennej ściany.

- Co to było, na Io?! – zapytał, jednocześnie celując kuszą w zygzakującą formę. Kiedy miał już nacisnąć spust, owłosiona, brązowa dłoń błyskawicznie chwyciła go za nadgarstek i z nieludzką siłą ściągnęła jego wielką dłoń ku ziemi.

- Uuk. – wyjaśnił bibliotekarz. Ridcully zmrużył oczy w zamyśleniu, jednak na skutek błyskawicznego zderzenia kilku odpowiednich neuronów, chwycił orangutana za długą kończynę i przyciągnął ku sobie, bowiem kolejny, znacznie większy kształt pędził, doganiając pierwszy. Był nieco wolniejszy, zatem dało się dostrzec setki małych nóżek, wystających spod tajemniczej figury.

- Przynajmniej wiadomo, skąd dochodził ten przeklęty wybuch – mruknął nadrektor i skierował się ku kwaterze Rincewinda. Bibliotekarz, uukając nerwowo, podążył za nim.

***

Jeżeli Życie jest równe Nieżyciu, to czyż Bezżycie nie byłoby warte Nadżyciu? Czy Istota, obdarzona Duchem, jest obdarzona Materią w tym samym stopniu w jakim Bezczas jest obdarzony czymś, co można tylko wyrazić jako Densinndeslebensdurchdenverzehrvonabgestandenemerdbeereausgedrückt? Czy zatem jest możliwe…

Niewykluczone. Na lekturach Hermanna von Spielenbaucha upływał mi czas w cuchnącym starym pijakiem autobusie, wiozącym mnie do Berlina. Być może dzięki wizycie w Centrum Filozofii Nowoczesnej (ZMP) będę w stanie dowiedzieć się czegoś więcej o świecie. Na przykład, dlaczego wciąż trapi mnie myśl o tej nieszczęsnej wodzie, którą zakręcałem bodaj milion razy, dzięki czemu wydałem jedną dziesiątą swoich oszczędności na taksówkę, kiedy spóźniłem się na autobus?

Choć muszę przyznać, że ten dzień, spędzony pośród znanych person współczesnej filozofii – w tym samego Spielenbaucha, choć wątpię, bym mógł od niego usłyszeć więcej niż pojedyncze zdanie (to w końcu tylko jeden dzień) – wywoływał u mnie przyjemne uczucie intelektualnej podniety. Na miłość boską, jakże przyjemnie oderwać się w końcu od nierzeczywistych obrazów, serwowanych przez nieustająco nudną telewizję (choć Apfeldurch wspomina, że za ekranem kineskopu czai się Einescharhühnerjagdfürerbsen, więc może się mylę) oraz szarość dnia codziennego.

Berlin, Berlin, jak śpiewała boska pani Dietrich. Kiedy wysiadłem z autobusu, niczym olbrzymowi spod pachy, poczułem tę orzeźwiającą woń, otaczającą stolicę współczesnej filozofii. Niczym w podskokach pędziłem ku drzwiom ZMP, ciesząc się każdą chwilą spędzoną z najwybitniejszymi umysłami naszych czasów. Mater tua criceta fuit, jak pięknie napisał Defflendorf w swojej rozprawie o nowej metodologii filozofii idealistycznej Hegelbrocha. Mater tua criceta fuit.

Gdy przekraczałem progi szacownego Centrum, poczułem nagle wstrząs na całym ciele, jakby jakiś złowrogi duch chciał mi wyrwać wszystkie wnętrzności z mojego kruchego korpusu. Wzdrygnąłem się z obrzydzeniem, kiedy niezwykle głośny trzask w uszach sprawił, że niemal zgiąłem się wpół. To z przemęczenia, powiedziałem sobie, zataczając się jak pijany w kierunku potężnego portalu Centrum. Kiedy otworzyłem ciężkie, drewniane wrota, już niemal słysząc krzyki debatujących ze sobą Mistrzów Mądrości, wszystko zalało nagle jasne światło i poczułem się, jakby wpadał do samego środka Nicości…

***

Świat Kuli stał na zagraconym biurku profesora okrutnej i niezwykłej geografii. Świecił się niepokojąco i lekko dymił, kiedy otoczyli go magowie. Pierwszy prymus syknął cicho, kiedy pojemnik ze światem sparzył go w palec podczas empirycznej próby – immanentnej dla każdego prawdziwego maga – szturchnięcia.

Pokój Rincewinda wyglądał jak gigantyczna armata, która właśnie wystrzeliła kulę. Siła kinetyczna, która wystrzeliła lokatora pomieszczenia, kierowanego instynktownym tchórzostwem, była tak wielka, że poprzewracała wszystko, łącznie z Wielkimi, Nudnymi Kamieniami, które w wolnej chwili służyły Rincewindowi za niewygodne pufy. Ignorując te fakty, Ridcully przyjrzał się nieufnie stojącej na zdezelowanym biurku błyskotce.

- Jeżeli znowu czeka nas majstrowanie przy tym nudnym świecie, to ostrzegam!!! – nadrektor zwrócił się do świata jako całości, rychło jednak ogniskując swój gniew na konkretnej osobie. Było oczywistym, że jeżeli ktoś znowu majstrował przy Kuli, należało za to obwiniać tylko jednego człowieka.

- Stibbons!!! – ryknął Ridcully.

- Stoję za panem, nadrektorze – młody mag wychynął zza niedźwiedziowatego kształtu swojego pryncypała, trzymając dłonie przy obolałych uszach. Ridcully odwrócił się błyskawicznie, miotając pioruny błękitnymi oczami.

- No to nie stój tak sobie za mną, człowieku, tylko bierz się do roboty!!! – nadrektor tracił cierpliwość niczym fretka ze świerzbem. – Rincewind coś przy tym majstrował? Myślałem, że trzyma to tylko dla ozdoby!

Myślak Stibbons wyjął z kieszeni koszuli nocnej thaumometr (wiele mówi o danej osobie to, co trzyma w swojej bieliźnie) i przez chwilę przyglądał się mu badawczo. Wybiegł po paru minutach. Magowie znacząco spojrzeli po sobie, po czym podreptali za nim.

Kiedy go dogonili, młody mag gorączkowo sprawdzał coś przy uniwersyteckiej machinie myślącej. Odwrócił się, gdy usłyszał resztę ciała akademickiego, wtaczającego się do budynku Magii Wysokich Energii. Jego policzki płonęły interesującą purpurą.

- HEX twierdzi, że nastąpiło przepięcie, nadrektorze – oznajmił niepewnie.

- Mów jaśniej, młody człowieku, jest druga w nocy!!! – huknął Ridcully.

- Niestabilność strukturalna wywołana przypadkową fluktuacją i niewielkim kolapsem rezonów wewnątrz… - urwał widząc zmrużone oczy nadrektora. – Głównie chodzi o to, że… wie pan, jak działają kręgi zbożowe, kiedy rzeczywistości niebezpiecznie się do siebie zbliżają?

- To coś ze spodniami, prawda? – podejrzliwie zapytał Ridcully. – To strasznie niehigieniczne…

- Coś w tym stylu, nadrektorze – odparł pospiesznie Myślak. – Więc, ogólnie, chodzi o to, że nastąpiło… eee… no więc… hmm…

- Świetnie. To wiele wyjaśnia - burknął wykładowca run współczesnych. – Czy nie można poczekać z tym do śniadania?

***

Budynek się zmienił. Piękna, gotycka fasada pozostała bez zmian, być może za wyjątkiem olbrzymiego białego łuku w kształcie litery U, wymalowanego białą farbą nad zakończonym ostro portalem. Przez środek łuku przechodziła cienka czarna kreska, tworząc coś w stylu makabrycznego uśmiechu. Otrząsnąłem się. Być może nie zauważyłem tego, podobnie jak smrodu, który nagle wykwitł w pełnej krasie, atakując mój zmysł powonienia. Wokół mnie ucichł nagle gwar berlińskiej metropolii. Stałem po kostki w błocie. Co się dzieje?

Uspokój się, powiedziałem sam do siebie. Być może to nagłe zawirowania percepcji rzeczywistości, jak zauważył kiedyś von Klinkerhopen. Być może świat nie jest cały czas taki, jak przekazują nam jakże mylne cielesne organy. Może doznałem nagłego, ale niegroźnego ataku serca, dzięki któremu… A może zwyczajnie zwariowałem?

Moje rozważania, całkiem bliskie paniki, przerwał nagle skrzyp otwieranych drzwi. Potężne skrzydło uchyliło się na ułamek promienia, tworząc wystarczającą szparę, by mogła się przecisnąć przez nią jedna osoba.

- Zapraszamy, przyjacielu – powiedział chropowaty głos ze środka. – Czekaliśmy na ciebie.

Wszedłem w bramę. Chwilę potem spadło mi na głowę wiadro z wodą.

***

- Chcesz powiedzieć, Stibbons, że jakiś mieszkaniec Kuli błąka się teraz po Dysku? – warknął Ridcully, przeżuwając pieczoną gęś.

- I na odwrót, nadrektorze – Myślak podłubał w zamyśleniu widelcem w swojej potrawie. – HEX twierdzi, że nastąpiło jakieś wyjątkowe zerwanie zabezpieczeń, izolujących nasz świat od tego – mówiąc to, puknął lekko w stojący przed nim przedmiot.

- To niehigieniczne.

- Szczęśliwie, HEX potrafi zlokalizować położenie tych nieszczęśników po ich kodzie thaumicznym. Lada moment powinienem otrzymać informację o ich położeniu, a potem pozostanie tylko, że się tak wyrażę, zamienić bieguny.

Nadrektor potrząsnął głową z dezaprobatą.

- Za moich czasów każdy wiedział doskonale, w którym wszechświecie powinien się znajdować… Może poza kwestorem – dokończył pospiesznie.

- Znajdziemy ich, nadrektorze. To tylko kwestia paru chwil.

- I dobrze. Zuch. To strasznie niehigieniczne, powtarzam, tak błąkać się po nie swoim świecie.

***

Postać, która pomogła mi wstać z bruku, wyglądała niczym monstrum z najstraszniejszego koszmaru. Jaskrawy, bordowy makijaż wykrzywiał jego śmiertelnie białe lico w makabrycznym uśmiechu, a czarne kreski wokół oczu zdawały się żyć własnym życiem, wyginając się w skomplikowanych tańcach na łysej głowie. Całości dopełniał kolorowy kostium, sprawiający wrażenie, jakby ktoś poskładał go z wielu, niedopasowanych do siebie części. W ręku dzierżył małą parasolkę.

- Witaj, witaj serdecznie – zaświergotał, odsłaniając pożółkłe zęby. – Spodziewaliśmy się ciebie nad rankiem, ale jak to mówią: „Przyjazne wiadro nie zna dnia ani godziny”, nieprawdaż? Ha ha.

W jego głosie nie było ani cienia wspomnianej serdeczności, ale rozpoznając parafrazę cytatu Hansa Eheniera, odwzajemniłem uśmiech, gdyż nagle zdałem sobie sprawę z istoty Rzeczy.

- To to jest ta nowoczesna szkoła? – zapytałem, strząsając z siebie wodę. W tej chwili stało się dla mnie jasnym, dlaczego ZMP witało nowoprzybyłych strumieniem chłodnej cieczy. Pantha rei we współczesnym wydaniu, zmywające ze mnie brudy przeszłości i otwierająca drogę ku światłu Nowego Ducha. Bo, czyż Aathulsier nie wypominał Wdalduchowi, że Niczem jest wobec Wprzódducha? Czyż nie jest to pięknie pokazana zasada uroczystej ablucji duchowej? Mentalnych postrzyżyn, które tylko Matka nasza, Woda, zmyć może?

Przywitałem się serdecznie z moim Wergilim, kiedy kolejny wstrząs przeszył mi dłoń.

- Nazywam się Babba – oznajmiła postać, pomagając mi wstać po raz kolejny i ukazując urękawiczoną dłoń, na wnętrzu której znajdował się metalowy krążek, jeszcze połyskujący elektrycznym wyładowaniem. – To chochliki z Überwaldu, bardzo lekkie i przydatne, gdy trzeba wymienić przyjazny uścisk dłoni. Ha ha.

- Miałeś na myśli gremliny z „Ausgewissensteigen” Hoppego? – zapytałem, rozmasowując obolałą dłoń. – Nie do końca byłem w stanie zrozumieć, w jaki sposób Hoppe może twierdzić, że krążą one po Bezkresie Ducha, ciągnąc czarne smugi Niebytu… ach, aż do teraz – zakończyłem, wykrzywiając usta w uśmiechu pełnym Oświecenia. Babba zrobił to samo, ukazując pełnię Krzywego Uzębienia, jednak nic nie było w stanie zmieść mojej euforii. Oto filozofia! Oto prawdziwe oblicze Bycia!

- No… - Babba podrapał się po kępce pomarańczowych włosów, wystającej z czubka głowy. – W każdym razie, spodziewaliśmy się ciebie nieco później, ale jak mawia stare porzekadło, nigdy nie wiesz, kiedy na drodze trafi się banan. Chodź, oprowadzę cię.

- Niesamowite – odparłem, próbując w drodze przez kazamaty budowli rozgryźć Sens owego powiedzenia, ale nie mogąc na chwilę obecną odnaleźć nic, co naprowadziłoby mnie na odpowiedni trop, być może za wyjątkiem „Gutentotmeinliebchen” van Moostzchego, postanowiłem odłożyć to na później.

- Doktor wspominał o tym, że nobliwa rodzina z Efebu ma przysłać do nas swojego wychowanka, jak jednak rozumiem, miałeś się zjawić nieco później – paplał Babba, przechodząc obok wielkiej rzeźby różowego tortu. – Jak rozumiem, nie dla nas wszystkich czas leci tak samo? Ha ha.

- Zaprawdę – odparłem, poruszony monumentalnym posągiem, prawdopodobnie będącym odniesieniem do Upadku w Świat Konsumpcyjnego Ducha. – Tak twierdził Biedenhopfkopf i zawsze zdawało mi się, że nie rozumiem jego myśli. To niesamowite, jak łatwo daje się tu przyswajać wiedzę. Musieliście pewnie długo nad tym pracować, prawda?

- Eeee… Doktor jest bardzo skrupulatny, jeśli chodzi o cotygodniową ilość zużytych tortów i budyniu, jeśli o to chodzi… - drapiąc się po głowie, objaśnił Babba.

- Ach, to dlatego wszystko wygląda jak cyrk, nieprawdaż? – wykrzyknąłem, wskazując pomarańczową kopułę, dumnie dryfującą nad potężnym budynkiem – Muszę przyznać, że te gotyckie flanki świetnie pasują do tej kurtyny fikcji, otaczającej prawdziwy świat. Niesamowite.

- Tak. Kapitalne. Ha ha – mruknął mój przewodnik, rozglądając się nagle nerwowo.

- A to jest całkiem śmieszne – dodałem, wskazując na obracające się kolorowe koło. Do urządzenia, postawionego pionowo, przyczepione były rzemyki, niczym w tych konkursach, urządzanych przez kowbojów, z rzucaniem nożami w indiańskie dziewice.

Babba zatrzymał się jak wryty. Odwrócił się gwałtownie, patrząc gniewnie przekrwionymi oczyma.

- Nic. Co. Tu. Robimy. Nie. Jest. Śmieszne. Rozumiesz? – wycedził przez zęby, skandując każdy wyraz. – Doktor pokładał w tobie mnóstwo nadziei, ale widzę, że musisz się jeszcze sporo nauczyć. Pętaku. Ha ha.

Obok nas zakwakała kaczka.

- Rozumiem – spuściłem głowę. – Jak mogę uleczyć ową ranę, poczynioną Sztuce?

Babba zmrużył oczy. Westchnął ciężko, szarpnął mnie za pasek od spodni i nalał do środka całe wiadro pachnącego wanilią budyniu.

***

- Na miłość bogów, gdzie go wysłało, Stibbons?

- Proszę się uspokoić nadrektorze. To właściwie szczęśliwie się składa, że przepięcie rzuciło nim w samo centrum Gildii Błaznów. Przynajmniej, jeśli nawet zachowa jakieś wspomnienia, nikt mu nie uwierzy.

- No tak. No tak. Rozsądna uwaga, chłopcze. Ciekawe, jak ten drugi…

***

Człowiek, którego nazwali Doktorem przyglądał mi się zza białego niczym oblicze śmierci makijażu. Chudą dłonią gładził małego mopsa, ubranego w klaunowski strój.

- Zdaję sobie sprawę, mój chłopcze – syknął głosem niczym pomiot szatana. – Że w tym waszym Efebie…

- Łebie, proszę pana – mruknąłem. Skąd on w ogóle wiedział, gdzie mieszkam? Ot, siła dedukcyjnego myślenia, zgodnie z zasadami starej, dobrej, niemieckiej szkoły.

- Mniejsza o akcent – warknął Doktor. – Ale, jeżeli dobrze słyszałem, macie tam tych… no, tych filozofów, co to biegają ciągle bez ręcznika i w przeciwieństwie do nas wzbudzają masę… - wzdrygnął się znacząco - …śmiechu. Ale tutaj… Tu nie paramy się waszą… zabawną… filozofią.

- Tak, proszę pana. Właśnie zacząłem pojmować sens waszego działania. Rozważmy na przykład buty… - wskazałem na jego białe niczym śnieg obuwie, przynajmniej o dziesięć numerów za duże.

- Co z nimi?

- Mawia się „przejdź milę…” i tak dalej, prawda? Jak widzi to Parnaviste, w Stopie Świata ukryta jest Moc, która nigdy się nie kończy. Czyż można stworzyć doskonalszą metaforę, pokazując, ile pustej przestrzeni kryje się w pańskim obuwiu? Przestrzeni Nieskalanego Ducha? Ha ha ha, to nawet zabaw…

Doktor ryknął w furii. Wstał gwałtownie, strącając pieska, który upadł, wydając przy tym dźwięki dziecięcej zabawki.

- Na Koło Uciech z nim!!! – wrzasnął, dźgając mnie cienkim palcem.

Chwilę później wisiałem już na wspomnianej maszynerii, a podopieczni Doktora miotali w mnie tortem. Prawdopodobnie miałem coś przez to zrozumieć. Być może chodziło o zderzenie się z Pokusą Materii von Vonbracha…

***

- Mam go, nadrektorze! Kazałem HEX-owi ustawić parametry. Przerzut nastąpi lada chwila.

- Zuch.

***

Światło. Mrowienie. Ciemność i znowu światło. Dziwne uczucie, kiedy zamiast kolejnego tortu moją twarz owionął chłód. I znowu stała się Światłość.

Pierwszym co usłyszałem, były oklaski. Prawdziwa wrzawa.

Otworzyłem oczy. Przede mną stało całe grono nobliwych ludzi w garniturach, oklaskujących mnie. Budynek z przerażającym Doktorem wewnątrz zniknął gdzieś, zastąpiony piękną salą, wypełnioną elektrycznym oświetleniem.

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy był budyń. Całe to dostojne towarzystwo stało skupione, wokół mojej osoby, a ich drogie garnitury były w całości poobklejane różową masą. Wszyscy, poza jednym, którego dłoń nosiła ślady oparzeń, bili brawo. Mnie.

- Doskonałe, przyjacielu – przemówił jeden z nich, starszy pan z brodą godną Boga. – Dopiero ty pokazałeś nam, w jaki sposób winniśmy patrzeć na dylematy współczesnej filozofii.

- O tak - zawtórował mu inny nestor. – Szczególnie ten numer z budyniem w spodniach otworzył mi oczy na lekturę Feyerbandha. Doskonałe, przyjacielu, że się powtórzę za szacownym kolegą, prawdziwą radość sprawia mi przebywanie z tobą pod jednym dachem!!!

Zamrugałem oczyma. To nie było zabawne.


EDIT:

Dodałem Ci, Marku, punkty reputacji za ten konkurs, jednak nie zauważyłem że język klawiatury mi się przepiął... Zatem, tłumaczę się, nie jestem pijany. Może trochę intelektualnie wypalony ;) .
Mater tua criceta fuit, et pater tuo redoluit bacarum sambucus!
Avatar użytkownika
Aeshtir męska
Mag II stopnia
 
Posty: 234
Lokalizacja: Szczecin
Reputacja: 223

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 31 sie 2011, o 20:48

Świetnie. Pierwsze koty za... hmmm... nie... nie koty. W każdym wypadku ruszyliśmy. Bardzo dobrze. Gratuluję i trzymam kciuki za tych którzy się przyłączyli i którzy się przyłączą :)
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez ratharienn » 31 sie 2011, o 23:38

O, ja też chcę. Zapowiadam chęć wzięcia udziału, zaraz siadam do pisania. Konkurencja jest, nie powiem... :clap:
"And you? What's your story, bastard?"
"Ask me nicely and maybe I'll tell you."
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1311
Lokalizacja: Jelenia Góra/Wrocław (Mroki)
Reputacja: 923

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez nanny_ogg » 1 wrz 2011, o 00:03

ratharienn napisał(a):Zapowiadam chęć wzięcia udziału, zaraz siadam do pisania.

- Rath, koniecznie... Nie moggę się doczekać twej opowieści :clap:
Wiele może się zdarzyć pomiędzy suknią a szafą. / T.Pratchett
Biedny kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby. / S.J.Lec
Pizza i"Dirty Dancing"!... / Ratharienn
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Dziekan
 
Posty: 1623
Lokalizacja: Dolny Śląsk/Głoggów
Reputacja: 1654

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 1 wrz 2011, o 19:57

Działaj Rath. Będzie mi niezmiernie miło Cię przeczytać. Znaczy Twoje opowiadanie. Tak jak i i dwójki Twoich utalentowanych poprzedników. Wyczekuję waszych prac. Bo widzę że poziom będzie nie dość, że wysoki, to jeszcze wyrównany. Tak trzymać!
Ostatnio edytowano 1 wrz 2011, o 20:24 przez Marek_Sobczak, łącznie edytowano 1 raz
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Dicey Reilly » 1 wrz 2011, o 20:23

Trzymam kciuki Rath! :D Nie mogę się doczekać jak zamieścisz swoje wspomnienia z Dysku.
Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Somewhere over the rainbow :D
Reputacja: 773

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Nobby Nobs » 1 wrz 2011, o 20:50

Wzięłam się już za pisanie. Jestem mniej więcej w połowie, także niedługo też dodam swoją pracę ;)
Na razie nie przeczytałam już umieszczonych, jako że spowodują one pewnie opadnięcie mojej szczęki, a z taką opadniętą szczęką trudno pisać. :P
– Leżymy w rynsztoku, Nobby – jęknął. – Ooo!
– Wszyscy leżymy w rynsztoku, Fred. Ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy...
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1243
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1025

Re: KONKURS "Trzy po Trzy"

Postprzez Marek_Sobczak » 1 wrz 2011, o 20:54

Świetnie :) Mam nadzieję, że doświadczenia z Rewii dodadzą ci skrzydeł tak jak Dicey :) Kibicuję wszystkim jednakowo.
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 1423
Lokalizacja: Rzeszów/ Zawadka
Reputacja: 2904

Następna strona

Powrót do Świat Dysku

Niewidoczny Uniwersytet nigdy nie przyjmował kobiet na studia; tłumaczono mętnie, że w grę wchodzą problemy z kanalizacją, lecz rzeczywistą przyczyną była niewypowiedziana trwoga, że gdyby pozwolić kobietom na zabawy z magią, prawdopodobnie radziłyby sobie znakomicie.

Blask fantastyczny, dodał(a) Kinga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot]

cron