No dobra, wiadomo, że Pratchetta chce się mieć na własność. Dla mnie to całkowicie naturalna kolej rzeczy. Po co go czytać i nie mieć, skoro w każdej chwili można mieć ochotę na powrót do ulubionej książki czy fragmentu, więc trzeba je mieć pod ręką.
No to ile książek już macie, czy macie jakieś systemy zbierania (np. tylko w twardych okładkach, jak to moi znajomi wymyślili, żeby za dużo na raz nie wydawać)?
U mnie doszło już do tego, że przechodząc na dworcu w Krakowie koło antywariata, zobaczyłam, że są opowiadania Mistrza w zbiorach innych opowiadań fantastycznych i musiałam kupić obie książki... Potem byłam zła na siebie, że tamtędy szła, bo tak, nie wiedziałabym o tym i bym tego nie kupiła, tym samym nie pozbawiłabym się pieniędzy, które były mi pilnie potrzebne...


