a tak sobie zaszłam :->
Pratchetta czytam regularnie, średnio 5 książek w miesiącu
uważam go za bliskiego przyjaciela i trudno mi się pogodzić z tym, że jacyś inni ludzie [w większości, rzecz jasna, głupi] też ośmielają się go czytać.
początki mojej pratchettowej przygody to rok 1994, kiedy to NF wypuściła "Kolor Magii" w odcinkach. pewno wielu z Was pamięta te czasy. był to też, zdaje się, rok wydania "Krwi Elfów".
nie wszystkie książki pratchettowe posiadam. niestety, ludzie pożyczają i zrywają kontakty.
i tak dalej.
siaduję na necie, bo i tak się nie wyśpię, a żeby robić coś sensownego jestem zbyt niewyspana. dlatego możecie liczyć na moje częste odwiedziny w stanie bliskim walnięcia nosem w klawiaturę. nie ma zmartwienia.
ps: robiłam test, którą z postaci jestem - no cóż. Gytha Ogg 76%, a potem nos w nos Bibliotekarz i Rincewind.
ps2: jaro_gryf, czy ja cię nie kojarzę z diga? bo skądś na pewno

