Nie potrafię dojść do porozumienia z tą książką. Jeśliby nie pisał jej Terry, stwierdziłbym, że jak space opera nadaje się do poczekalni na lotnisku. Znając natomiast Autora, uwierzyć nie mogę, że to On popełnił owe dzieło. Cholera, przede wszystkim język, konstrukcja - to zupełnie nie jest Pratchett! Tłumaczenie także dodaje swoje pięć groszy (to nie Cholewy robota). Dziwna rzecz...
A jakie są Wasze opinie?
