Parodię tę wsączyła w mój umysł Eoren już kiedyś.

Niezłe istotnie.
Co do Coelho, to pierwszą (i jedyną jego książką) jaka wpadła mi w ręce była
"Piąta góra". Podobnie jak przedmówcy wpiszę się w nurt krytyki.
Nie powiem, kiedy czytałam po raz pierwszy zachłystywałam się "głębią", "nowym spojrzeniem", "uduchowieniem" tego tekstu, ale na swoje usprawiedliwienie wspomnę, że myślałam to jako 13-tatka. Jakoś niedawno złapałam tą książkę, a że zapamiętałam ją pozytywnie, zaczęłam czytać.
Po czwartej czy piątej stronie nudnej jak flaki z olejem odłożyłam z niesmakiem. Nie tyle fabuła(poniekąd całkiem ciekawa), co styl literacki mnie odstręczył - nadęty, przesadnie "filozoficzny".
Jednak to prawda, że
wszystko przemija porywane przez nieubłaganie mijające dni naszego życia. Tak krótkiego, a jednak ciągle życia. Tak zmiennego w swej naturze, jak...
gusta literackie.
Przypomina mi się tu powiedzonko mojego profesora od historii z ogólniaka, że "jak się tą całą wodę wyleje, to żeby tak chociaż kilka rodzynek zostało". U Coelho, moim zdaniem zbytnio rodzynkami pożywić się nie da.
