Jakiś czas temu wpadła mi w łapy u znajomego książka "Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury". Przeznaczona raczej dla młodszych czytelników, ale zawsze Pratchett to Pratchett, więc pożyczyłem ją sobie dla odświeżenia..
I tak uderzyło mnie to, że w zasadzie jest to pomysł znany z ksiąg nomów, przeniesiony do dyskowej rzeczywistości...
Tu i tu mamy do czynienia z małymi świnko-morskimi* społecznościami.
Tu i tu ich rozumienie zewnętrznego świata oparte jest na interpretacjach odnalezionych tekstów (bajka o Panu Króliku/regulamin sklepu).
Tu i tu duże znaczenie ma sfera mistyczno/religijna... Mamy duchowym przywódców, małych ciałem a znaczących duchem..
Tu i tu mamy 'mechaników' interesujący się techniką i jej wykorzystywaniem..
Tu i tu mamy konflikt pokoleń, starszych niechętnym zmianom...
Tu i tu mamy problem słabnącej pozycji dawnych przywódców...
Hm?
* w sensie wielkości, poza tym świnka morska to tak naprawdę nie jest, ani świnka, ani morska..

