przez Marek_Sobczak » 23 mar 2011, o 15:39
Spangler ma rację. Bo mało który ruchomy obrazek potrafi sprostać pierwowzorowi pisanemu. Za mało tu miejsca na narratora, za mało na przedstawienie wszystkich wątków i niuansów, na które może pozwolić sobie autor (choćby tylko o 1 pkt. zmniejszając rozmiar czcionki). W kinie jest zwykle tak, że choć pierwowzór filmu jest blisko oryginału pisanego, to producent zwykle mówi co się sprzeda a co nie i na zabawy w psychologiczne niuanse zwykle nie starcza pieniędzy. Ale reżyser w tym przypadku wyszedł obronną (a nawet jak mawia moja koleżanka o płowych włosach - ogromną) ręką. Charaktery dobrze dobrane. Szczególnie Johny. Jeśli miałbym sobie go wyobrażać to byłby właśnie taki jak jego filmowy odpowiednik. Więc szczerze polecam każdemu kto nie widział, bo warto zobaczyć. Nawet oglądając po pracy od 2 do 4 nad ranem. Nie będą to godziny stracone.
Albo w pasiece do ula się spowiadał
A pszczoły miód na serce mu lały...