Temat zacznę od dwóch przykład, pierwszy który zapadł mi w pamięć - Wojciech Cejrowski i "Gringo wśród dzikich plemion"
Mieszkańcy tej okolicy nie bardzo orientowali się, że są obywatelami jakiegoś państwa. To państwo zresztą nie miało im tego za złe. Ono samo nie bardzo orientowało się, że ma obywateli na terenach, gdzie nie ma nic, poza bezużytecznym lasem podzwrotnikowym i tym wszystkim, co taki las wypełnia - florą, fauną, płucami świata, a w praktyce głównie gorącym powietrzem nadziewanym insektami.
Terry Pratchett pisał o takiej ziemi w sposób następujący:
Okolica miała to szczególne piękno, które zachwyca tylko wtedy, gdy można je opuścić po krótkiej chwili podziwu i odjechać w inne miejsce, gdzie znana jest gorąca kąpiel i zimne drinki. Pozostawanie tutaj przez dłuższy czas mogło być tylko pokutą.'[przypis: „ „Świat Dysku”, wyd. polskie Prószyński i S - ka, tłum. Piotr W' Cholewa.]
Ja z kolei myślałem zupełnie na odwrót - uważałem, że to raj na ziemi i chciałem pozostać w nim jak najdłużej.
Ot, kolejna tajemnica ludzkiej duszy.
- Ruszamy - powtórzyłem zaglądając im głęboko w oczy.
Starałem się, by to spojrzenie jak najbardziej przypominało stalowy pręt [Przypis: No cóż, jest prawdą, że to porównanie zaczerpnąłem od kolegi pisarza Terry Pratchetta, który użył go w jednej ze swoich powieści z cyklu Świat Dysku ' , Spojrzenie jak stalowy pręt utkwiło mi głęboko w pamięci, bo jest wyjątkowo celne i niespotykane Książki Prachetta są naszpikowane tego typu rzeczami Polecam. Najpierw w świetnym tłumaczeniu pana Piotra W Cholewy, a potem jeżeli komuś starczy języka (angielskiego a właściwie brytyjskiego) - to także w oryginale, Aha tylko nie zaczynajcie od pierwszego tomu. Ani od drugiego. Żeby załapać o co Pratchettowi chodzi trzeba zacząć gdzieś dalej. Potem można się cofnąć.]. Chciałem, żeby zrozumieli, ze mam jakieś swoje tajemnicze, ale za to bardzo ważne powody, dla których wybieram ulewę.
A dziś w "Szatańskim interesie" Pacyńskiego przeczytałem:
Jedna kartka, kserokopia jakiegoś dokumentu, a właściwie strony tytułowej z całej teczki. Niewiele tam było, sygnatura akt, kryptonim operacji. Small Gods. I pieczątka "top secret", niewyraźnie odbita na ksero, zapewne czerwona w oryginale.
Small Gods, pomyślała. "Pomniejsze bóstwa", wypłynęło gdzieś z zakamarków pamięci tłumaczenie, niezbyt dosłowne. Wydęła wargi, odgarnęła z policzka kosmyk włosów. Pokręciła głową. Terry Pratchett raczej nie jest zamieszany w tę aferę.


