przez Draco Nobilis » 25 lut 2010, o 13:51
Zauważyłam wielkie zainteresowanie moimi smokami i zdziwienie, że mam tylko młode smoki, chociaż posiadałam piękną hodowlę ze starych rodzin Szponosztychów i Gryzodrzewów.
Nie chciałam pisać na temat mojej poprzedniej hodowli, ponieważ jest to smutny temat.
Kiedy urodził nam się Młody Sam byłam bardzo słaba i z wolna dochodziłam do siebie. Ustaliliśmy wtedy z małżonkiem, że trzeba zatrudnić służbę do opieki nad dzieckiem i hodowlą smoków. Wówczas przyjęliśmy Purity na niańkę dla Młodego Sama oraz młodą jaskiniową do opieki nad smokami. Purity sprawdziła się wspaniale, byliśmy z niej bardzo zadowoleni. Niestety młoda jaskiniowa nie kochała smoków. Jej wiedza dotycząca tych stworzeń była wspaniała, smoki otrzymywały odpowiednie posiłki o właściwych godzinach, zagrody były zawsze wysprzątane. Jednak każde zwierzę potrzebuje uczucia, smoki niekochane przez opiekunkę, zdychały ze smutkiem w oczach. Willikins w obawie o mój stan zdrowia, zabronił informowania mnie o tej sytuacji. Kiedy poczułam się lepiej i powędrowałam do zagród, okazało się, że żyją jedynie dwa czarne smoki. Te smoki tworzyły parę i ich wzajemna miłość pozwoliła znieść warunki niewoli.
Kiedy przepłakałam stratę ukochanych smoków, nastąpiło prawdziwe piekło. Uznałam, że nie można oddawać w obce ręce tych, których się naprawdę kocha. Zwolniłam natychmiast Purity oraz młodą jaskiniową. Moje życie to Młody Sam i hodowla smoków, więc jestem im potrzebna.
Częściej przebywałam w zagrodach, gdzie moje ostatnie dwa smoki dochodziły do siebie. Samiec znów kołował nad głową, budząc zachwyt swą okazałą postawą. Zaczął wybierać się na polankę, gdzie wcześniej odpoczywaliśmy i gdzie rosły jego słodkie liście, które uwielbiał.
Jednak nie był to koniec moich zmartwień. Gawiedź sądziła, że na polanie muszą być zakopane skarby, zgodnie z opowieściami, że smoki uwielbiają na nich przesiadywać.
Smok został otruty. Z trudem przyleciał do domu. Przez cały dzień zajmowałam się nim, żeby go uratować. Najpierw dostał silny zastrzyk i nawet udało mu się zionąć ogniem. Po godzinie dostał następny zastrzyk, bo jego stan zaczął się pogarszać. Za godzinę otrzymał ostatni zastrzyk i nic nie mogłam już zrobić. Kolejny zastrzyk byłby już niebezpieczny i mógłby go zabić. Mogłam więc już tylko czekać, czy poradzi sobie z trucizną. Złożył łeb na moich kolanach i cierpiał. Nie mogłam go głaskać, bo mimo bólu, kiedy kładłam na nim rękę, dźwigał się do mojej dłoni. To były okropne godziny wyczekiwania. Siedziałam i cierpiałam razem z nim. Niestety smok był już stary i organizm nie dał rady truciźnie. Wieczorem smok zmarł. Smoczyca lizała go i szturchała, ale smok już się nie poruszył. Całą noc próbowała go obudzić, a nad ranem wzleciała nad zagrody i strasznym rykiem ukazała nam swój ból. Potem poleciała wysoko w niebo i spadając z góry wionęła ogniem, paląc zagrodę razem z ukochanym smokiem.
Nie pożyła już długo. Odmawiała jedzenia. Nie chciała szybować.
Myślałam, że zakup młodych smoków pomoże jej się podnieść. Kupiliśmy trzy śliczne trójbarwne urwisy. Nic to nie pomogło. Patrzyła jak brykają i zioną nieporadnie ogniem ale już nie pofrunęła.
Kiedy smoczyca zdechła dokupiliśmy na jej cześć pięknego czarnego smoka, żeby nam o niej przypominał.
Potem zobaczyłam jeszcze dwa białe smoki, która tak mnie zachwyciły, że nabyłam je do naszej czwórki smoków.
I tak powstała hodowla z sześcioma smokami, o które dbam osobiście.
Wiem, że nie powinnam była o tym pisać. Jest to portal radosny, ale uważałam, że powinnam w jakiś sposób pożegnać się z moimi dwoma czarnymi smokami.
Prawda jest nieosiągalna. Nie mówię jej, bo nie wierzę w jej istnienie.