przez tter282 » 9 lut 2010, o 09:21
No dobra.
Z rozmaitymi BM, czyli body modifications problem jest spory. Kwestia estetyki i oglądu przez osoby drugie, to rzecz poboczna, choć nie najmniej ważna. Myślę jednak, że zdobienia robimy dla siebie, nie zaś dla innych.
Głównym contra jest NIEODWRACALNOŚĆ zabiegu. Niestety - gumką myszką nie zmażesz tatuażu, japy po tunelu nie załatasz bez pozostawiania śladów. Czy więc warto?
Dochodzi tutaj kolejny problem - UZALEŻNIENIE. Zaczyna się od małego bzyczka gdzieś tam wytatuowanego, zaś kończy się na kilkudziesięciu procentach porysowanego ciała. Myślę, że zrobienie pierwszej modyfikacji (nieważne jakiej), jest swego rodzaju przełamaniem bariery psychologicznej, a później, skoro przeklroczyło się ów Rubikon, idzie myk myk, szast prast.
Jednak mimo wszystko, odpowiedź na pytanie, czy gdybyś miał (a) czystą skórę, pociąłbyś się znów, w większości przypadków brzmi "Tak".
Hmmm, dziwne, nieprawdaż?
Prawdziwy pasztet męski - przechodzi koło dziwek, a te udają, że czekają na autobus.