Niekoniecznie o Terrym...

Pratchettopodobni

... i niekoniecznie o fantasy...

Pratchettopodobni

Postprzez P.S.Ron » 15 lut 2008, o 15:47

Jak to mówią: Nie samym Terrym człowiek żyje....
Jakiego autora byście polecili za kryterium biorąc podobne do Terry'ego poczucie humoru?
Dla mnie Douglas Adams i jego pięciotomowa trylogia :D m.in. "Autostopem przez galaktykę" (kto wie dlaczego trzy ostatnie części są tak drogie i trudno osiągalne?) i Jasper Fforde "Porwanie Jane E." i "Skok w dobrą książkę".
Ładny kotlet nigdy nie jest podarkiem chybionym.
Avatar użytkownika
P.S.Ron
Mag II stopnia
 
Posty: 303
Lokalizacja: Warszawa
Reputacja: 30

Reklama

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Dag » 15 lut 2008, o 16:26

W pewnym sensie Neil Gaiman ma czasami trochę "pratchettowski" styl. (Szczególnie moja ukochana powieść "Chłopaki Anansiego") Ale po tego autora trzeba sięgnąc swoją drogą bo to klasa sama w sobie.

"Autostopem..." jest bardzo faaajne. To taki typowo angielski humor, nie?
Dag
Mag II stopnia
 
Posty: 214
Reputacja: 15

Re: Pratchettopodobni

Postprzez tommi » 15 lut 2008, o 16:46

CO GDZIE ANGIELSKI HUMOR JA KOCHAC TEN HUMOR I BYĆ GŁODNY :/
Avatar użytkownika
tommi męska
Mag III stopnia
 
Posty: 522
Lokalizacja: krolewskie stołecznie miasto kraków
Reputacja: 46

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Dag » 15 lut 2008, o 16:49

tommi napisał(a):CO GDZIE ANGIELSKI HUMOR JA KOCHAC TEN HUMOR I BYĆ GŁODNY :/


:D ja też, ja też.

(Oglądał ktoś "Zgon na pogrzebie"? Genialne. I taaakie angielskie :D)
Dag
Mag II stopnia
 
Posty: 214
Reputacja: 15

Re: Pratchettopodobni

Postprzez tommi » 15 lut 2008, o 17:12

by niebyło zakładam temat o filmach ;) zapraszam do luznich rozmów temat filmy :p
Ostatnio edytowano 15 lut 2008, o 17:35 przez tommi, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
tommi męska
Mag III stopnia
 
Posty: 522
Lokalizacja: krolewskie stołecznie miasto kraków
Reputacja: 46

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Corvvin » 15 lut 2008, o 17:17

Chyba zdecydowanie Pilipiuk i jego książki/opowiadania o Jakubie Wędrowyczu...
Dam fragmencik na zachętę:

Andzej Pilipiuk napisał(a):BAJECZKA DLA WNUCZKA

Płomień pod blachą pieca przygasał. Syn Jakuba, Marek, objął swoją żonę ramieniem.
— Tatko? — zagadnął.
— Haw?
— Idziemy na nocny spacer. Może byś tak uśpił wnuka?
Stary kłusownik poskrobał się po głowie.
— Żaden problem.
Spod ławy w kuchni, na której siedział, wydobył młot kowalski i zrogowaciałym paznokciem zeskrobał z niego jakieś paprochy.
— Chińską narkozę mu dam — zaproponował.
Syn wyjął starcowi młot z ręki i wyrzucił przez otwarte okno.
— Masz być delikatny. Znasz takie słowo?
Jakub łypnął swoimi wodnistobłękitnymi oczyma.
— Delikatny. Nu pewnie, że rozumiem. Jeszcze za mały, żeby brać po łbie na uspokojenie, haw?
— Otóż to.
— Nu, jest metoda. Upiję go bimbrem do nieprzytomności.
Synowa zemdlała. Docucili ją z trudem.
— Pani wybaczy — powiedział starzec. — To tylko takie zwyrodniałe poczucie humoru. Bajkę mu opowiem. O Czerwonym Kapturku albo o Jasiu i Małgosi. Znam bajek bez liku.
Nieco uspokojeni rodzice poszli sobie, a on wszedł do pokoju, gdzie leżał jego sześcioletni wnuk.
— Nu i co ty? — zagadnął. — Spać ci się nie chce?
— Nie — odpowiedział mały Maciuś. — Opowiesz mi coś?
— A, co byś chciał usłyszeć?
— Tę historię, o tym jak wypuszczałeś ze Szwabów krew wiadrami i nosiłeś te wiadra...
— Na tę historię jesteś jeszcze za mały.
— To może tę jak przegryzłeś gardło...
— Na tą też jesteś za mały. Opowiem ci bajkę.
— Nie chcę bajki. Wolę coś prawdziwego.
— Ale wybrzydzasz. No dobrze. Będzie prawdziwa historia, o tym jak to było z Czerwonym Kapturkiem.
— E, znam tą bajkę na pamięć.
— Znasz wersję ocenzurowaną — wyjaśnił mu dziadek z godnością.
— Co to znaczy ocenzurowaną?
— No taką, z której wycięto najważniejsze fragmenty, żeby się dzieciom nie śniły.
— To tak, jak w artykułach o tobie dziadku? „Znany pasożyt społeczny ze Starego Majdanu, Jakub W.?” Tata zawsze mówi, że gdyby pisali wszystko, to nikt by nie uwierzył.
— Co? — zdziwił się.
— Tata ma całą teczkę artykułów z lokalnej prasy. „Znany w okolicy jako hiena cmentarna Jakub W...”.
— Uch, pismaki przeklęte! Nie wierz w to, co tam piszą. Dobra?
— Zgoda. Ale zacznij opowiadać, bo zaraz zasnę.
— To może zaśniesz bez opowiadania?
— Nie. Chcę bajkę. To znaczy te prawdę o Czerwonym Kapturku.
Jakub wydobył z kieszeni manierkę, odkręcił nakrętkę i pociągnął z lubością siedemdziesięcioprocentowego samogonu.
— A, więc było to tak. Dwieście lat temu w leśniczówce...
— W jakiej leśniczówce?
— W tej koło szosy na Chełm. W leśniczówce żyła sobie staruszka. We dnie mieszkała w chatce, a w nocy nago latała na miotle... Nie, to nie tak. Żyła sobie staruszka. Pewnego razu cechmistrz szkoły katów wezwał do siebie czeladnika...
— Dlaczego szkoły katów?
— Bo kaci chodzili w czerwonych kapturach. Trzeba trochę myśleć.
— Wezwał czeladnika. Jak się ten czeladnik nazywał?
Jakub pociągnął z manierki koleiny łyk na odświeżenie pamięci.
— Nazywał się zupełnie zwyczajnie. Maciuś, tak jak ty.
— Aha. I co było dalej?
— Wziął Maciuś maczugę, metalowy kastet, karabin...
— Oszukujesz dziadku. W tamtych czasach nie było jeszcze karabinów.
— Jak umiesz lepiej opowiadać, to może się zamienimy?
— No dobrze, niech ci będzie ten karabin, a jaki on był?
— A, pepeszka.
— Lepszy byłby amerykański.
— Wtedy jeszcze nie było Ameryki. Znaczy Kolumb nie dopłynął. Więc poszedł przez las.
— A nie miał ze sobą koszyka?
— Miał.
— A w środku? Co było w środku koszyka?
— No, wiadomo. Chlebuś z drabinką sznurową w środku, ciasto nadziane pilnikami, słoik z miodem, a w miodzie dynamit...
— Dziadku?
— Tak?
— A były w nim lekarstwa dla staruszki?
— A tak. Był arszenik i cyjanek, i strychnina...
— Zaraz, czegoś nie rozumiem. Po co był ten pilnik i drabinka sznurowa?
— Żeby babcia mogła prysnąć z ciupy.
— To ona nie siedziała w chatce, tylko w ciupie?
To faktycznie był problem. Jakub wydobył zza pieca flaszkę piwa „Perła” i otworzywszy o kant łóżka wnusia, pociągnął kilka łyków. Oczywiście ten wspaniały napój natychmiast rozjaśnił mroki jego umysłu.
— Nu, oczywiście. W tamtych czasach tam nie było chatki, tylko nieduży zameczek.
— Aha. A arszenik, ta trucizna?
— Żeby otruć okrutnych strażników.
— To znaczy, że kaci byli wrogami klawiszy?
To zaczynało się robić coraz trudniejsze. Butelka poszła cała zanim dziadek wydedukował właściwe rozwiązanie.
— Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się trochę w czasie. Otóż sześćdziesiąt lat wcześniej były rozbiory Polski. Słyszałeś o tym.
— Tak. Naszą ojczyznę rozgrabili trzej zaborcy.
— Jesteś bardzo mądrym dzieckiem. A więc tak, staruszka była królewną i po śmierci jej ojca eee... Stanisława eee... Sobieskiego tron należał się jej. Ale zaborcy nakazali ją uwięzić, żeby nie mogła na nim zasiąść. A kaci służyli dawnemu królowi i postanowili ją wyciągnąć z więzienia, żeby mogła urodzić następcę tronu.
— To ona mogła jeszcze rodzić w tym wieku? Miała przecież ze sześćdziesiąt albo osiemdziesiąt lat.
— Chcesz wiedzieć, co było dalej, czy badamy genealogię naszych władców?
— Mów dziadku.
— No, więc idzie Czerwony Kapturek przez las, a tu zza drzewa wyłazi ogromniasty wilk w białogwardyjskim mundurze.
— A, co to za mundur?
— To taki mundur siepaczy jednego z zaborców. Taki jak Semen nosi.
— Aha. Dlaczego wilk miał go na sobie? Przecież wilki chodzą bez ubrania?
— Skaranie boskie z tobą. To był specjalny wilk. Wyhodowany sztucznie.
— Mutant popromienny?
— Otóż to. Zaczynasz myśleć. Więc wyskoczył wilk zza drzewa i pyta: „Dokąd idziesz Czerwony Zakapiorze?”.
— Chyba Kapturku?
— No właśnie, kapturku, u Kapturek na to: „Idę do mojej babci, do mamra”.
— Dziadku?
— Tak?
— To nielogiczne. Skoro Kapturek był wnukiem królewny, to był synem następcy tronu. Dlaczego jego tata nie zasiadł?
— Jego tatę zaciukali bolszewicy w osiemnastym roku. A Kapturek był za mały, żeby zasiąść na tronie. Babcia była mu potrzebna jako regentka.
— A, co to jest regentka?
— Regentka, to taka zastępczyni króla, jeśli jest za mały.
— Aha. A nie mogli zamiast małego królewicza wysłać kogoś mniej ważnego? To było niebezpieczne.
— Myśleli, że taki mały łatwiej się przemknie. Nie będzie zwracał na siebie uwagi.
Na szczęście wnuk nie zapytał, dlaczego królewicz został czeladnikiem w cechu katów, bo dziadek chyba by się nie wyłgał.
— Aha. To mów dalej.
— A gdzie jesteśmy, bo chyba się zgubiłem?
— Kapturek mówi wilkowi, że idzie do swojej babci do ciupy.
— Dobrze. Wilk pobiegł szybko i przybiegł do więzienia pierwszy. Zapukał do drzwi celi, ale w środku nikogo nie było, bo babcia była na przepustce w Sielcu i chlała na umór w knajpie. Wilk ubrał się w garsonkę babci, założył jej pończochy z podwiązkami...
— Co to są podwiązki?
— Jak dorośniesz, to się dowiesz. I uwalił się na babcinej pryczy. Na to wszedł Czerwony Kapturek. „Babciu — zapytał — dlaczego masz takie wielkie oczy?”...
— Dziadku znowu oszukujesz. Wilki mają zupełnie małe oczka.
— Przecież już ustaliliśmy, że to był ten, no... mumtant.
— Mutant.
— No właśnie. „Babciu, dlaczego masz takie wielkie uszy?” — zapytał Czerwony Kaptur. „Po to, żeby cię lepiej słyszeć, jak z sąsiedniej celi będziesz wystukiwać wiadomość więziennym alfabetem...”.
— To oni chcieli go zapudłować?
— No właśnie. Przecież był następcą tronu.
— Dziadku, znowu coś kręcisz. Przecież we wszystkich bajkach Czerwony Kapturek jest dziewczynką!
— Coś takiego? — zdumiał się Jakub. — E, niemożliwe. Nabierasz starego dziadka. Przecież, gdyby był dziewczynką, to nie byłby ten Kapturek, tylko ta Kapturek. Zresztą, dziewczynek nie przyjmowali do cechu.
— Może z tym cechem katów to też lipa? Strasznie kantujesz dziadku.
— To może lepiej o Jasiu i Małgosi?
— Dokończ tamtą.
Jakub otworzył kolejną butelkę i wypił nieco.
— Dobra. „A dlaczego Babciu masz takie wielkie zęby?” — zapytał Kapturek. „To zmiany zwyrodnieniowe od używania pasty do zębów”.
— Co to są zmiany zwyrodnieniowe?
— Jak się za często myje zęby, to one się zanadto rozrastają. Ja swoich wcale nie myłem i mam wszystkie. Nawet niektóre są ze złota.
— Ale to nie twoje własne.
— Jak to nie? A, już wiem. Nagadali ci, że stary dziadek wyrywa złote zęby nieboszczykom? Kłamstwa.
— I co, wilk połknął czerwonego Kapturka?
— No, połknął.
— Wiesz co, dziadku? Tak się zawsze zastanawiałem, w tych wszystkich bajkach to wilk połyka w całości. Jak to możliwe? Przecież wilk ma małą paszczę.
— A ty widziałeś w życiu wilka?
— Pewnie. W zoo. I widziałem, że rozgryzał wszystko, zanim połknął.
Ćwierć butelki później Jakub wiedział już, co odpowiedzieć.
— W bajkach wszystko jest możliwe — powiedział.
— Ale to miała być prawda! Oszukałeś mnie.
Butelka wyleciała oknem. Pusta. Zza pieca wydobył kolejną.
— Oczywiście, że prawda. W bajkach wszystko jest możliwe, ale naprawdę, to ten wilk był tego... mutas.
— Mutant.
— No właśnie. Więc połknął Kapturkę, to jest chciałem powiedzieć Kapturka. Leży wilk na łożu...
— W ciupie są łoża? Opowiadałeś, że jak siedziałeś, to były prycze z desek!
— Ale to było dawno temu.
— Dawno temu to chyba dawali słomę na goły kamień?
Jakub doszedł do wniosku, że nie lubi dzieci.
— Słomę dawali takim zwykłym, a babci dali łóżko, bo była szlachetnie urodzona. Rozumiesz?
— Tak.
— To siedź teraz cicho, a dziadek opowiada. No, więc wilk leży sobie i trawi Kapturka, ale Kapturek nie taki głupi. Zapala w brzuchu wilka zapałkę, a tu jak nie huknie. Bo widzisz zapałka mu upadła w kałużę bimbru. Przylatuje staruszka, bo w knajpie usłyszała huk, a Babcia pod dobrą datą była. Wpada do celi i widzi: wilk leży i dym mu idzie z pyska. No to wódkę w gardło i trach butelką o kant baru, żeby zrobić tulipana.
— Zaraz. A skąd w celi bar?
— Klawisze robili po cichu wyszynk, ale schowali przed inspekcją. No, więc babcia chce wilkowi pruć szkłem brzuch i wyjąć wnuczkę...
— Przecież to był chłopiec!
— Wnuczka. Musiałem się przejęzyczyć. Ale wilk był szybszy. „Rzuć to szkło, stara ruro.” — powiedział i trzask babcię z rewolweru. Na to przylatuje inspektor, a tu trup w celi, wilk ululany, a Kapturek w środku kolejną kałużą spirytusu trzask, ale tym razem nie wybuchło. Tylko się zaczęło hajcować, aże zdrowo. No to wilk poleciał do rzeki.
— Do tej na łąkach?
— Tak. Do Wojsławki. I zaczął pić wodę, żeby zgasić ogień.
— I pił tak długo, aż pękł?
— Zgadza się.
— A szewczyk Skuba zrobił sobie buty?
Jakub, mimo zamroczenia alkoholem, poczuł, że coś jest nie tak. Przez chwilę wytężał umysł.
— Jaki szewczyk? — zapytał ostrożnie.
— Szewczyk Skuba. Ten od smoka wawelskiego.
— To nie tutaj. O smoku ci opowiem innym razem. — Poskrobał się po głowie. Wszy rzuciły się do panicznej ucieczki.
— Gdzie to skończyliśmy? — zapytał.
— Jak wilk pękł.
— Aha. Wyciągnęli kaci Kapturka ze środka, a tu patrzą wilk całkiem utopiony przez tą wodę.
— Przecież wilk pękł.
— Ach. To Kapturek utopiony, no i dlatego nie mamy króla — zakończył prawie wesoło.
— To teraz następną bajkę. O leśnej królewnie.
Leśna królewna. Jakub przypomniał sobie jak przez mgłę chudą i złośliwą ruską kapitanicę z oddziału czerwonej partyzantki. Tak ją właśnie nazywali. Zaraziła syfilisem coś ze stu chłopa.
— Ja na momencik — powiedział i ruszył do drzwi. Nawet w nie trafił.
Gdy Marek z żoną wrócili do domu, wzeszedł już księżyc. Jakub leżał przed chałupą zalany w trupa. Jego umysł wędrował gdzieś daleko.
— Mały śpi — powiedziała kobieta.
Nieszczęsna nie zauważyła, że to wcale nie jej synek, tylko ściągnięty ze strychu manekin.
— Tatko też, ale to nie bajka go uśpiła. Cholerny pijaczyna.
— Straszna ta twoja rodzinka.
— Na szczęście, ja jestem zupełnie normalny.
— Co z nim zrobimy?
— Narzucę derkę i niech śpi. Może mu się przyśni coś paskudnego.
Tymczasem sześcioletni Maciuś szedł przez las, na Zarowiu, w stronę leśniczówki. Zza drzewa wyszedł wielki i paskudny wilk...
— Dokąd idziesz Czerwony Kapturku? — zapytał.
— Nie jestem Czerwony Kapturek. Jestem Maciej Wędrowycz — odpowiedział malec z godnością.
— Z tych Wędrowyczów? — przeraził się wilk.
Świsnęła w powietrzu linka hamulcowa. Stalowy splot wpił się w szyję zwierzaka. Nim zmętniało mu spojrzenie, zauważył jeszcze, jak młody kłusownik zręcznym pociągnięciem majchra przebija się do jego aorty, a potem była już tylko ciemność.
Obrazek
Avatar użytkownika
Corvvin męska
Wędrowny idiota
 
Posty: 1332
Lokalizacja: wędruję sobie
Reputacja: trzy miliony

Re: Pratchettopodobni

Postprzez tommi » 15 lut 2008, o 17:34

to niejest fragment to pÓł ksiazki :P
Avatar użytkownika
tommi męska
Mag III stopnia
 
Posty: 522
Lokalizacja: krolewskie stołecznie miasto kraków
Reputacja: 46

Re: Pratchettopodobni

Postprzez madziairm » 16 lut 2008, o 16:57

Podobno "Lemingrad" (Harman Andrew) jest w stylu Pratchetta, ale jeszcze nie sięgnęłam po to. Znam tylko z recenzji (całkiem pozytywna, ale recenzent pojechał po końcówce).
Jacek Piekara napisał(a):Strzeżcie się ludzi, którzy nie mają nałogów, moi mili! Bo może się okazać, że ich tajemnice są dużo mroczniejsze, niż moglibyście przypuszczać.
Avatar użytkownika
madziairm żeńska
Mag II stopnia
 
Posty: 224
Reputacja: 66

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Mauer » 9 mar 2008, o 12:35

"Poczet dziwów miejskich" Pisiorskiego.

"Miał minę człowieka który spuścił w toalecie swojego ulubionego chomika"
Obrazek
4jola napisał(a): nasz mistrz zgryźliwości...
Mauer
Śmierć szczurów
 
Posty: 921
Lokalizacja: Kraków i okolice
Reputacja: 53

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Alisia » 10 mar 2008, o 18:28

P.S.Ron napisał(a):Dla mnie Douglas Adams i jego pięciotomowa trylogia :D m.in. "Autostopem przez galaktykę" (kto wie dlaczego trzy ostatnie części są tak drogie i trudno osiągalne?)

Ja czytałam cztery części i, prawdę mówiąc, każda następna mniej mi się podoba. "Cześć i dzięki za ryby" było już po prostu nudne. Nie wiem, czy chce mi się szukać piątej...
Obrazek
Avatar użytkownika
Alisia
Student Magii
 
Posty: 52
Lokalizacja: Kłodawa (k. Gorzowa Wlkp)
Reputacja: 0

Re: Pratchettopodobni

Postprzez szkot » 5 cze 2008, o 01:29

P.S.Ron napisał(a): Dla mnie Douglas Adams i jego pięciotomowa trylogia :D m.in. "Autostopem przez galaktykę" (kto wie dlaczego trzy ostatnie części są tak drogie i trudno osiągalne?) i Jasper Fforde "Porwanie Jane E." i "Skok w dobrą książkę".


MNie się Douglas Adams bardzo podoba. Zacząłem od filmu a potem książki zaatakowałem. Myśle ze są ak trudno dostępne z jednego powu - mówią na to trylogia. JAk spytalem sie w mojej bibliotece o kolejne czesci to spojrzala pani na mnie dziiwnie i powiediala - ale to jest przeciez trylogia.
Polecam tez inne ksiazki Adamsa - Mroczny podwieczorek dusz (gdzie odkrylem ze czwartek po angielsku został stworzony na czesc boga thora) oraz holistyczna
agencja detektywistyczna (czy jakos tak). Bardzo dobry kawal angielskiego humoru.

BTW. Adams poobno wymyslil Autostopem przez galaktyke lezac pijanyna polu w holandii albo szwajcarii. A mowia ze alkohol szkodzi :D
Magia jednak ma w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie.
Avatar użytkownika
szkot męska
Lu-Tze
 
Posty: 883
Lokalizacja: Bytom
Reputacja: 64

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Jahoo » 25 wrz 2008, o 23:10

Corvvin napisał(a):Chyba zdecydowanie Pilipiuk i jego książki/opowiadania o Jakubie Wędrowyczu...
Dam fragmencik na zachętę:


W jaki sposób to przypomina Pratchetta?
Nie, chyba ja nie potrafię rozumieć się z kierownictwem...
cóż? Może jakiś cytat?
You’ve got to ask yourself a question: Do I feel lucky? Well, do ya, punk?
Avatar użytkownika
Jahoo
Mag II stopnia
 
Posty: 344
Lokalizacja: Lublin. A tak naprawdę, to nie chcesz wiedzieć...
Reputacja: 0

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Corvvin » 26 wrz 2008, o 12:10

Jahoo napisał(a):W jaki sposób to przypomina Pratchetta?
Nie, chyba ja nie potrafię rozumieć się z kierownictwem...

Przerysowanie i w krzywym zwierciadle przedstawienie powszechnie znanych historii... Pierwsze z brzegu to choćby gigantyczna kobieta wspinająca się na Wieżę sztuk z małpa w ręce ; )
Obrazek
Avatar użytkownika
Corvvin męska
Wędrowny idiota
 
Posty: 1332
Lokalizacja: wędruję sobie
Reputacja: trzy miliony

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Jahoo » 26 wrz 2008, o 16:16

No ale jednak zupełnie inaczej pisze Pilipuk, a zupełnie inaczej Terry. W ogóle mi się ze sobą nie łączą co dwaj pisarze.

PS. Może poza tym, że obaj potrafią śmieszyć.
cóż? Może jakiś cytat?
You’ve got to ask yourself a question: Do I feel lucky? Well, do ya, punk?
Avatar użytkownika
Jahoo
Mag II stopnia
 
Posty: 344
Lokalizacja: Lublin. A tak naprawdę, to nie chcesz wiedzieć...
Reputacja: 0

Re: Pratchettopodobni

Postprzez Senthe » 3 lis 2008, o 17:56

Jahoo napisał(a):No ale jednak zupełnie inaczej pisze Pilipuk, a zupełnie inaczej Terry. W ogóle mi się ze sobą nie łączą co dwaj pisarze.


Tya, zgodzę się. Pilipiuk i Pratchett mają przede wszystkim zupełnie, całkowicie inną filozofię i światopogląd, co np. przy Pilipiuku baardzo mi zgrzyta i przeszkadza w odbiorze. To całe męczennictwo / rzemieślnictwo / szkoła-o-mało-mnie-nie-zabiła-och-jaki-jestem-biedny-i-pokrzywdzony-przez-los potrafi mnie doprowadzić do szału :/
Choć też muszę przyznać, że tak szczerze jak podczas lektury niektórych kawałków Wędrowycza śmiałam się chyba tylko przy, oczywista, Pratchetcie, a poza tym Lemie i Cejrowskim ;]
always look on the bright side of life! :D
***
Będę ubierał się w jasne i wesołe kolory, aby wprawić mych wrogów w konfuzję.
Avatar użytkownika
Senthe
Mag I stopnia
 
Posty: 179
Lokalizacja: Anywhere Out Of The World
Reputacja: 22

Następna strona

Powrót do Niekoniecznie o Terrym...

Magia jednak ma w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie.

Równoumagicznienie, dodał(a) Kinga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników