Dziś wiem, że powroty mogą okazać się straszne. Kiedyś w liceum postanowiłem sięgnąć po zdawałoby się nieśmiertelne Tomki Szklarskiego i okazało się, że tego nie da się już czytać...
Podobnie polecając kolejnym pokoleniom nieśmiertelne moim zdaniem 'Dzieci z Bullerbyn' (zmolestowałem otoczenie, żeby mi to dwa razy przeczytali zanim sam nauczyłem się czytać;)), czy 'Doktora Dollitle' zerknąłem do środka i przeżyłem traumę. Proste jak budowa cepa zdania, rozbudzały kiedyś wyobraźnie stanowiąc inspirację na wiele dni. Przyznam szczerze, że patrzę podejrzliwe na autorów książek dla dzieci - nie jestem pewien, czy to są ludzie mający talent trafiania do najmłodszych, czy to zwyczajni idioci..
Na półce kusi mnie teraz 'Tajemnicza Wyspa' Verne'a, którą przeczytałem swego czasu ponad 10 razy i choć mam ochotę, boje się po nią sięgnąć, żeby nie zniszczyć wyobrażeń jakie zostały mi po niej w głowie...
Ktoś ma podobne przeżycia? tter282 czytasz coś dzieciom, ze swojego dzieciństwa?


