Science-fiction. Fictionscienza. Najstarsza, klasyczna fantastyka, obecnie właściwie już nie czytana, ale cytowana i wspominana, aż stanie się wymiętym, rozpoznawanym, choć nieznanym nikomu bliżej tytułem...
Z jednej strony - zabawnie naiwna, pełna wizji typu "w 2002 to już na pewno będzie po IV wojnie światowej, a na Marsa będziemy latać do znajomych na herbatkę", ale z drugiej - jakaś taka głęboka i romantyczna, głeboko moralna, pełna refleksji nad człowieczeństwem. Czy nie dlatego tak kochamy na przykład Terry'ego? (:
Czytaliście kiedyś staruszkę SF? Jak wrażenia? Znaleźliście jakieś ponadczasowe książki czy wpół zapomnianych autorów godnych polecenia? Zapraszam do zabawy w wykopaliska (:
Temat zainspirowany Asimovem ^__^

