przez qfas » 15 lis 2009, o 21:13
Zawsze sci-fi mnie cieszyło, szczególnie to baaardzo stare - pacholęciem jeszcze będąc zaczytywałem się w paperbackowych wydaniach klasyków tego gatunku (w mojej bibliotece od groma tego było, niedawno nawet w ramach porządków na półkach organizowana była wyprzedaż - niestety, o wszystkim dowiedziałem się po fakcie:/). Z pamięcią u mnie kiepsko, więc nie będę sypał tytułami jak z rękawa, ale do dziś mam w pamięci serię opowiadań o wyprawach na Marsa czy Wenus, odbywane przez małżeństwo. Z perspektywy czasu uśmiecham się do tych wspomnień - tamte opowieści były tak uroczo naiwne, a przy tym czuć było, że wyobraźnia autora nie ma granic - w opisach flory i fauny innych planet było tyle dziwactw, że aż przyjemnie się to czytało. Istoty żywe oparte na związkach krzemu, żyjące przy tym miliony lat? Jasne! Ptakopodobni, czterometrowi mieszkańcy Marsa? Czemu nie! Wenus, do zamieszkania tylko na "pasie zmierzchu" - bo z jednej strony pustynia, a z drugiej lodowe pustkowia, zamieszkane przez "roślinnych geniuszy"? Dawaj! W porównaniu z dzisiejszą sci-fi aż się łezka w oku kręci, bo teraz to wszystko musi mieć swoje naukowe wytłumaczenie. Kiedyś można było napisać książkę, puszczając wodze fantazji, dziś trzeba się konsultować z NASA, fizykami i ufologami.Troszku mi za tym tęskno...
Jeszcze jedno - K-O-C-H-A-M kino s-f z lat 60 i siedemdziesiątych. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć:). Niech rękę podniesie ten, komu nieobce są "Plan 9 z kosmosu", "Robot Monster" czy "Blob"!
II
(..)
(oo)
To królik. Przekopiuj go do do swojej sygnatury, aby pomóc zdobyć mu władzę nad światem.