Ten paranoik pod wpływem LSD potrafił wspaniale przełożyć swoje wizje na słowo pisane. Każda strona każdej powieści zaskakuje i zmienia całe postrzeganie świata i wydarzeń. Może macie jakieś własne przemyślenia na temat niektórych z jego książek? Bo wierzę, że fani fantastyki i SF nie ograniczają się jedynie do Pratchetta, Sapkowskiego i Lema (a znam takich pseudofanów, wierzcie mi).
BTW: Dick uważał, że Lem nie istnieje, a te książki wydaje komunistyczna organizacja różnych pisarzy SF, i chcą oni pogrążyć Dicka. Uważał tak ze względu na mnogość stylów Lema... i swoją paranoję, pogłębianą przez amfetaminę i LSD. Ale książki pisał przednie.


