4jola napisał(a):Trafił misie prawdziwy rycerz,ponieważ nie uchylił się przed ciosem,tylko przyjął mnie na klatę i zabezpieczył ramionami swemi.
Ci, na których ja wpadam nie są tacy rycerscy, bo się uchylają

Jak znajdę takiego wyższego od siebie, co nie zwieje, to potem ja mu zwiać nie dam
A wracając do tematu, byłam ostatnio jednym z uczestników zbiorowego, klasowego obciachu. Otóż na ostatni piątek umówiliśmy się z naszym byłym wychowawcą na kawusię, herbatkę, ewentualnie coś mocniejszego w przesympatycznej herbaciarni na Starym Mieście. Pomimo sesji miało przyjść kilka osób, w tym ja i rzeczony wychowawca. Spotkałam się wcześniej z przyjaciółką, zaraz po egzaminach, pochodziłyśmy trochę po sklepach, żeby w końcu wylądować w docelowym miejscu. Strzałeczki w środku skierowały nas z korytarzyka do podziemi. Tam też po jakimś czasie wylądował pan Grzesiu. Siedzimy we trójkę, czekamy, pijemy herbatkę, śmiejemy się, próbujemy dodzwonić się do organizatorki, której nie było... Po dwóch godzinach znudziło nam się, więc zapłaciliśmy i wyszliśmy na zewnątrz, w strefę zasięgu.
I nagle rozdzwoniły nam się telefony, ileś tam wiadomości tekstowych - Gdzie jesteśmy! Dlaczego nie ma nas w knajpie? Gdzie jest Grześ? i najważniejsza wiadomość - siedzimy na górze w salce po prawej
Co się okazało, knajpa miała dwa poziomy, podziemia do których prowadziły strzałki i zakamuflowane schody na piętro, o czym nie poinformowała nas organizatorka

Także na dole siedział wychowawca z nami a na górze organizatorzy, bo tylko oni w końcu dotarli. To był jeden wielki śmiech na sali ale cóż, przynajmniej herbatka była dobra
