A teraz poważnie, bliska mi osoba (żaden ćpun, żaden alkoholik, nic z tych rzeczy, zwyczajny młody człowiek) postanowiła się "zabawić". W ramach eksperymentu postanowił sobie ów osobnik zażyć środek o nazwie "Ivory Wave" - dostępny w każdym cholernym sklepie z dopalaczami, praktycznie legalny.
Dziś byłem u niego w szpitalu. Psychiatrycznym. Poszedł tam na obserwację, na własne życzenie, ponieważ środki uboczne po zażyciu tego ścierwa zaczęły mu na tyle doskwierać (depresja, czy wywołana psychoaktywnie?) że nie był w stanie sobie z tym poradzić, nawet przy pomocy mojej czy żony, jego siostry. By w jakikolwiek sposób zakłócić potęgujące wrażenie odosobnienia i (fizycznej) niemocy, zaczął pić na umór, gdyż na trzeźwo nie był w stanie porozumieć się ze światem.
Obecnie, po spędzeniu doby na elektrolitach i glukozie, o relanium nie wspominając, czuje się trochę lepiej, choć będzie musiał wrócić do świata, w którym jeden wyskok, jeden "eksperyment" sprawił, że posypała mu się praca i kontakt z rodzicami etc.
Widzicie, w przypadku "normalnych" narkotyków czy zatrucia alkoholowego lekarze wiedzą co robić. Skład tego gówna to jedna wielka niewiadoma - zmienia się wciąż, by dostosować się do prawa. Przypadek szwagra to nie jedyny, o którym słyszałem - przedwczoraj inny mój znajomy poinformował mnie, że jego przyjaciel od kilku dni jest przypięty pasami - z tego samego powodu.
Szlag mnie trafia, kiedy padają kontrargumenty typu "po alkoholu też się można przekręcić, tak jak po narkotykach". Jasne, że można, tylko, że w naprawdę nielicznych przypadkach dzieje się to po zażyciu jednej małej paczuszki. Ktoś powie "kokaina". Kto, do cholery, zażywa kokainę? A to ścierwo można kupić na pieprzony dowóz, na każdym rogu. I nikt nie wie, jak dany organizm na to zareaguje. Ktoś weźmie i będzie mu, kurwa, "fajnie". Komuś innemu taki "legalny" środek zniszczy pół życia. Kiedy ktoś to zatrzyma?
Wybaczcie chaotyczny styl i wulgaryzmy, których zwykle unikam na forach. Pierwsze wynika z wkurwienia, drugie ma je tylko podkreślić.
Mam rację, czy moralizuję jak stary pierdziel?
PS. Kobieta, która przyjmowała szwagra, na wieść o tym, co mu jest złapała się za głowę i powiedziała "mam już tego dosyć! Mam przez was pełne ręce roboty! Nie możecie brać prochów, jak dawniej?". Niech to będzie swoiste motto do tej wypowiedzi...


