Cierpiąc ostatnio na niedostatek dobrych filmów (bo z kiepskich można się pośmiać, zwłaszcza, jeśli gra w nich Mel Gibson, ale ile można), udało mi się zdobyć trochę "slumsiarskiego" kina brytyjskiego (nie mylić z kinem londyńskim, które od hollywoodzkiej kiszki różni się tylko wzmożoną ilością metroseksualistów na planie

). Polecam tak interesujące z socjologicznego punktu widzenia obrazy jak "The Hooligans" o słynnych brytyjskich szajkach kibiców (zwłaszcza w kontekście "Niewidocznych..." - prawdziwa petarda!) czy "To właśnie Anglia" o narodzinach nacjonalistycznej gałęzi subkultury skinheadów (wiecie, że "łysi" wywodzą swoje korzenie z... Jamajki?).
Trochę późno postanowiłem odezwać się w tym dziale, a nieskromnie powiem, że jako tako w meandrach kina się orientuję (kina, nie "Zmierzchu"

). Jeśli - mając ograniczoną ilość czasu - wolno mi coś polecić "na szybko", to będzie to absolutne arcydzieło kina współczesnego - "Biała wstążka" arcygenialnego reżysera Michaela Hanekego. Ciężki, powolny, bez rewolweru i spódniczki, ale dający do myślenia. Bardzo dużo (spędziliśmy z Żoną długaśne godziny, dyskutując o tym obrazie. Polecam, polecam, polecam.