Waligórskim w takim razie pojedziemy

Prosiła glizda słonia, raz w nietrzeźwym stanie,
Strasznie mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.
Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armata:
-Stara co się wygłupiasz, coś taka plaskata!!!
Raz słowik śliczne pienia wywodził na żerdzi,
A obok usiadł śmierdziel, wypiął się i śmierdzi.
- Przestań - błaga go słowik - bo mnie tu szlag trafi
- Trudno - orzekł śmierdziel - każdy robi co potrafi.
Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące,
W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:
-Wiesz, stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!
Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku,
Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: -Leokadio!
Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!
Wraca zając po balu w dość nietrzeźwym stanie,
Patrzy a tu zajęczyca z niedźwiedziem na sianie.
Skoczył zając lecz zaraz z wściekłości ochłonął:
-Niestety -rzekł -niedźwiedzie u nas pod ochroną.
Złapał niedźwiedź świstaka idąc raz pod górkę,
A pragnąc na nim świstać, chciał mu dmuchać w dziurkę.
Świstak chodu, lecz zanim schował się do chaty,
Pisnął: - Mógłbyś przynajmniej, chamie, przynieść kwiaty!
Chomik zbierając plony, do swej norki ganiał,
A obok dobry niedźwiedź chomika ochraniał,
Potem zjadł mu te plony, wytarł łapą mordę,
Wydupczył biedne zwierzę i przypiął mu order.
Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:
- Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude.
- Ha! Krzyknął lis obłudnie ukrywszy twarz w dłoniach.
- Mój syn także jest rudy - ktoś nas robi w konia!
Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
Patrzy, a za nim drepcze mała myszka polna,
Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:
- To straszne jak ta wiocha do miasta się wciska.
Kiedyś baca krótkowidz z owieczki korzystał,
Dziwiąc się, że mu ona nie beczy, lecz śwista.
Dopiero na kolegium mu wytłumaczono,
Że wyryćkał świstaka, co jest pod ochroną.
Zniosła strusica jajo, całe na zielono,
Struś w krzyk: z kim mnie zdradzasz ty niewierna żono!
Skąd mam wiedzieć - odparła - pytasz jak głuptasek,
Wszak wież, że jak na mnie krzykną, chowam głowę w piasek.
Walczył orzeł z sępami, aż obrósł w legendę,
Niestety, przy okazji podłapał gdzieś mendę.
Wszyscy pytają orła, jak walczyłeś, świergol.
A menda w krzyk: spuściliśmy tym sępom wpierdol.
Współczuły raz sąsiadki pani koliberek,
Pani mąż to ma raczej mały kaliberek.
Owszem, odrzekła żona, nie wstydząc się zwierzeń,
Lecz za to na sekundę, do dwustu uderzeń!
Spotkał raz pancernika pancernik wśród mięty,
I pyta go: a cożeś ty taki wyrośnięty?.
Na to ten duży wydał ryk okropnie gromki.
I odrzekł: tażesz ja jestem pancernik POTIOMKIN.
Raz kiedyś jurny wróbel w miłosnej euforii,
Chwalił się, że zajeździ kobyłę historii,
Lecz kiedy wyładował temperament dziki,
Kobyła stwierdziła: chyba mam owsiki!.
Udzielał razy wywiadu kotek że jest zdrowy.
Wtem uszki mu odpadły, oczki wyszły z głowy.
Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna.
Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł
Amen.