Dobra, przyznać się ile kto już pączków zeżarł
Po ósmym straciłem rachubę! Serio

Ale jestem w ciągu, więc jeszcze nie koniec.
Za to wydarzył się dziś cud mniemany. Jako że w starych gnatach cosik zazgrzytało i struna grzbietowa odmówiła współpracy, przyprawiając mnie o bóle srogie, wracając z robótki, z głupia frant wpadłem do mej przychodni (państwowej). I - uwaga - po dziesięciu minutach siedziałem u doktorka w gabinecie. Niesłychane! Niesamowite! Świat się kończy!
Okej. Aby nie było aż dak optymistycznie, dopowiem że po prostu wlazłem na chama do gabinetu, zaś konował być może po prostu bał się mnie wyrzucić. Teza o tyle uprawniona, że ma gość wzrost prezydencki, zatem sięga mi pod obojczyk. Nadto twarz mam jaką mam, zatem twierdzenie o panicznym lęku zdaje się być zgodne z rzeczywistością
PS. No co, moja wina, że mi taka morda wyrosła?!