Mam na półce dość sporą kolekcję, tak książek, jak i płyt. Jeśli chodzi o książki powodów jest dość sporo:
1. jestem zbyt leniwy na chodzenie do biblioteki
2. jak już pójdę do biblioteki, to jest niemalże pewne, że poszukiwanej przeze mnie pozycji tam nie ma, albo trzeba na nią dość długo czekać
3. nie mam wielu znajomych, którzy by podzielali moje fantastyczne zapędy, toteż pożyczanie od znajomych w większości przypadków odpada
4. w trakcie czytania wynikają różne sytuacje, które nakazują odłożenie książki na później ['Czas pogardy' Sapkowskiego za pierwszym razem czytałem ponad pół roku], a upomnienia z czytelni lub wzrok krzywo patrzących znajomych nie są czymś przyjemnym
5. nie czytam dużo, toteż zakup jednej czy dwóch książek za 30 złotych na miesiąc całkowicie zaspokaja moje potrzeby
6. do swojej biblioteczki mam sentyment - nie sprzedam nawet pozycji, o których wiem, że do nich nie wrócę

I zgadzam się z tym, że nie należy pożyczać. Raz zdarzyło mi się, że plecak z pożyczoną książką wpadł do rzeki [razem ze mną - wakacyjne przeprawianie się na drugi brzeg po śliskich kamieniach ;] i w efekcie okładka trochę zmokła, po wyschnięciu była jak nowa, tyle że róg był trochu postrzępiony. Książkę odkupiłem i oddałem nową //mimo, że zniszczenia na pożyczonej były znikome. Niestety jeszcze nie napotkałem się z wzajemnością [jeden kumpel pożyczył ode mnie 'Narrenturm' Sapkowskiego, jak się po pewnym czasie upomniałem o zwrot okazało się, że pożyczył jeszcze komuś, a jak w końcu po dłuuuugim okresie do mnie dotarła była w stanie 'no co się tak na mnie krzywo patrzysz? przecież da się czytać, a kartki są wklejone w dobrej kolejności...'].
Co do płyt - różnicy między mp3 a oryginalnym krążkiem nie da się nie zauważyć... Poza tym co ze mnie byłby fan jakiegoś zespołu, jeśli jego dyskografię znałbym jedynie z mp3?
