Koniec świata? O jak super, nie muszę się martwić o najbliższy miesiąc. A także o załatwianie praktyk, osiąganie wysokiej średniej (patrzcie państwo, jakie to ambitne się nagle zrobiło - jeszcze może o stypendium będzie walczyć? To by był dopiero koniec świata), czy różne tego typu studyjne pierdoły. Może pojadę na uczelnię i powiem co niektórym wykładowcom co tak naprawdę o nich myślę? Co prawda sobota, ale przecież zaoczni nie będą się przejmować czymś tak prozaicznym jak koniec wszystkiego co nas tylko otacza. O, albo spędzę dzień tak jak lubię najbardziej - położę się i przeleżę tak, aż w końcu wszystko wybuchnie. Tak, to będzie piękne. Szkoda tylko, że nie dane mi będzie zasmakować kilku innych rzeczy (z drugą częścią Wiedźmina na czele). No nic, widocznie dopiero po drugiej stronie, o ile trafię do raju gracza, znajdę odpowiedni sprzęt, żeby to udźwignąć.
Ech, prorocy od siedmiu boleści się znaleźli. A jakoś nie ma nic o tym, że tego typu przepowiadanie jest sprzeczne z wiarą katolicką.
Marw napisał(a):Wszyscy mówią "jutro koniec świata!", a tu żadnego deszczu kebabów, plag pizzy, ani nic podobnego.
Spoko, Dibbler nie przepuści takiej okazji
