Szczur 37 był starym ( w doświadczeniu, absolutnie nie w latach) wilkiem morskim. W bieżącym tygodniu postanowił jednak odpocząć kilka dni na stałym lądzie. Miasteczko było całkiem przyjazne, port zasobny w towary, odpadki i łatwo dostępne kryjówki. Tak, 37 mógł tam dać wypocząć skołowanemu po długim rejsie błędnikowi. Szybko przekonał się, że to nie jakieś portowe miasteczko, ale całe wielki i gwarne miasto-państwo.
Po tygodniu 37 zaczął myśleć, czy nie warto by osiąść w porcie na stałe. Spodobały mu się kupieckie kamieniczki, rzeka po powierzchni której można biegać i stały ruch na ulicach. Lubił obserwować tę mieszankę gatunków: ludzie, krasnoludy, gnomy, czasem trolle i całe rzesze nieumartych. Aby zaimponować lokalnemu stadu i zdobyć przywództwo, stoczył walkę z aktualnym hersztem, a potem wywiódł w pole sforę zdziczałych psów. Mimo liczebnej przewagi wroga nie było to trudne, psy wyglądały jakby trawiła je jakaś choroba i były tak wycieńczone, że nie miały sił, by go ścigać. Mimo tego, 37 dosłownie puchł z dumy. Z walk wyszedł zwycięsko, bez większych ran, przecież kilka zadrapań się nie liczy. Z ogona jednego ze ścigających go długowłosych kundli zdołał wyrwać pęk sierści. Wreszcie mógł doczepić upragniony ogon do kapelusza.
„Przeklęty zapchlony kundel!” – złościł się 37. Piękna, lśniąca kita okazała się mieć lokatorów. Dwie sprytne pchły szybki odnalazły zadrapania na skórze szczura i nie dawały mu spokoju. 37 zaczął godzić się z myślą, że trzeba będzie się wykąpać w płytkiej sadzawce nad brzegiem Okrągłego Morza. Pobiegł do portu. Drapał właśnie się po powiece, gdy znienacka wpadł na końskie kopyto. Ze zdziwienia aż przysiadł na zadku. „Przed sekundą ta uliczka była pusta, skąd ten koń?”-dumał. Ze złośliwą satysfakcją zauważył, że jedna z jego niechcianych, dzikich lokatorek przeskoczyła na końską pęcinę i zaczęła wspinać się w górę. Dopiero teraz szczur zauważył, że koń – a w zasadzie kara klacz – ma jeźdźca. Smutną dziewczynę z brzydką blizną na twarzy. Rozglądała się niepewnie, widocznie była tu nowa. 37 często widywał ten grymas lęku przed nieznanym i przed zapachami miasta u nowoprzybyłych mieszkańców Ankh-Morpork. Klacz zadrobiła kopytami, szczur ostrożnie wycofał się z niebezpiecznej strefy, by uniknąć stratowania. Nie uciekał jednak, obserwował przybyszkę. Dziewczyna zauważyła go, czającego się w zaułku, na widok jego zdobycznej czapki przymrużyła oczy i skrzywiła usta. „Szczur Scoia’tael, tego już doprawdy dość” – usłyszał. 37 nie wiedział co znaczyło to powiedzenie, nie spodobała mu się jednak intonacja z jaką zostało wygłoszone.
37 wystarczająco często buszował w śmietnikach wokół Niewidocznego Uniwersytetu, by przyswoić sobie (miał mocny żołądek) trochę książkowej mądrości.
„$%^&*&%%^#@@!!!!!!!!!!!!!!!!!!” – okrutne zaklęcie przejęcia kontroli nad mózgiem pchły na końskiej pęcinie popłynęło w eter. Pchła posłusznie ugryzła z całą mocą na jaką było ją stać. Kara klacz stanęła dęba, dziewczyna chyba potrafiła wyczuć przepływ thaum’ów, bo ze złością w zielonych oczach spojrzała na szczura, ściągnęła wodze i niesamowicie szybkim, płynnym ruchem strąciła 37 do wody.
W ciągu kolejnej sekundy dużo się wydarzyło (zapewne Mnisi Historii wtłoczyli tu trochę czasu podebranego w sobotę Elenczy z zupełnie innej nogawki czasu).
Po pierwsze, 37 nakazał pchle w ramach zemsty towarzyszyć dziewczynie w dalszej drodze.
Po drugie, na portowej uliczce dokładnie widoczny był brak jakiejkolwiek dziewczyny na karej klaczy.
Po trzecie, 37 wpadł do wody z myślą, że zaplanowana kąpiel będzie przyspieszona.
Po czwarte, szczur uświadomił sobie, że jest co prawda wilkiem morskim, ale pływać nie umie, a woda w dokach jest głęboka.
Po piąte, z ulgą zauważył sąsiedztwo innego szczura. Ten też nadążał za modą, nosił co prawda nie kapelusz, ale pelerynę i był stanowczo za chudy, by być trendy w szczurzym świecie, ale nikt nie jest doskonały.
Po szóste, szczur-anorektyk powiedział „PIP”
Po siódme, dla 37 ciąg dalszy się już nie liczył.
Dla reszty świata ciąg dalszy miał jednakże znaczenie.
Smutna dziewczyna na karej klaczy miała zdolność poruszania się między światami, nie mogła za to odnaleźć tego właściwego, w którym zostali jej bliscy. Z Ankh-Morpork, które ją bardzo wystraszyło uciekła do kolejnego portu. Tam ponownie napotkała na swej drodze przedstawiciela szczurzego rodu, po chwili przeniosła się w kolejne miejsca, kolejne czasy. Ta chwila wystarczyła, by sterowana pchła (rodowita ankh-morporkianka) wymieniła się miejscem z lokalnym insektem, bytującym na starym samcu. Obie pchły zaaklimatyzowały się w nowym środowisku, zadowolone ze zmiany. Obie ruszyły na podbój nowego środowiska. Obie przeniosły zabójczego wirusa.
To przez nie zginęło pozostałe 963 szczury

.
"Po prawej z głośnym wrzaskiem zawodu pękła cienka bariera pomiędzy namiętnym kochankiem, a kandydatem na świeżo upieczonego (za jakieś 9 miesięcy) ojca." M.Sobczak