... kluski z ... chociaż jak się nad tym zastanowię to może lepiej pominę tę kwestię.
O czym to ja? A tak, przedstawić się miałem. Raczą państwo wybaczyć roztargnienie i ciągłe odbieganie od tematu - toć studentem jeno wiecznie zabieganym jestem. A że ostatnio jeszcze 2 kierunki się studiuje to nie pomaga w koncentracji na doczesności tylko wiecznie wybiega się myślami. Najczęściej do kolejnego weekendu, coby człowiek mógł wreszcie przysiąść sobie i odetchnąć z ulgą (a i cytacik z Siedmiu Samurajów pod nosem mruknąć można).
Znowu odbiegam - jako już się rzekło, studiuję, nawet 2 kierunki. Ale pewnie zalęgło się w niektórych głowach pytanie "A gdzież to?" (jeżeli się nie zalęgło to nie przejmuj się, Drogi Czytelniku - widocznie to moja wybujała wyobraźnia sobie uroiła, że tymi słowy mogę wywołać taką a nie inną reakcję). Odpowiadając zatem na zgłaszany popyt na ową wiedzę mówię: Uniwersytet (całkiem od niedawna) Ekonomiczny w Katowicach, gdzie szczęśliwie (jak to tej pory) studiuję sobie MSG (dla niewtajemniczonych - Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze) a także Logistykę.
Myślę ("a to dobre!" zakrzyknęło kilku moich znajomych), że tyle tematem edukacji i płaszczyzn pokrewnych. Jakkolwiek jestem osobą o dosyć wąskich horyzontach to jakieś tam zainteresowania gdzieś tam chyba mam. Co prawda teraz się pochowały po kątach, ale jak tylko dotrze do nich, że właśnie one są w centrum uwagi to zaraz się pokażą - strasznie próżne cholerstwa z nich. O już widzę pierwsze z nich. Panie i panowie powitajcie brawami, oto mój ulubieniec: "Czytanie książek". Tak wiem, wiem, nic specjalnego sobą nie prezentuje, przynajmniej w tym towarzystwie. Ale niejednego zaskoczonego tym faktem osobnika w życiu już miałem przyjemność (niekiedy wątpliwą co prawda) spotkać. Słucham? Rozwinąć temat? Znaczy wskazać tych zdziwionych? Aaaa jakie książki? Trzeba było tak od razu. Już już, wyjawiam zacnemu gronu, cóż to moje oczy zdążyły w krótkim żywocie przeczytać i cóż takiego sprawiło, że na świat spoglądać muszę przez odpowiednio oszlifowane szkiełka. Zaskoczę kogoś faktem, że miałem przyjemność przebrnąć przez kilkanaście (a może -dziesiąt? Kto by to zliczył?) książek ze Świata Dysku i ogólnie spod pióra sir Terry'ego? Nie? Tak myślałem. Ponadto niejedną godzinę zmarnowało się na "sapkowszczyznę" i wszelkiej maści "tolkienizmy". Natomiast żeby nie ześwirować całkowicie od ciągłych kontaktów z szeroko pojętą fantastyką, lubię także Sienkiewicza poczytać - niech zatem nikt nie rzeknie, iż z lekturami szkolnymi nie jestem za pan brat (pomimo tego, że już dawno mnie przestali czymś takim męczyć - a szkoda szkoda, to były czasy...).
Ale proszę proszę - toż kolejny kandydat wychynął zza winkla niemierzalnej pustki mojego umysłu, zgasił metaforycznego papierosa i stanął w wyzywającej pozie, zachęcony przykładem swojego poprzednika. Jego strój jest dostatecznie wymowny - na główną uwagę zasługują jednak buty, których oznakowanie mogłoby wskazywać, iż służą raczej do jazdy na lodzie a nie biegania po boisku. Nic bardziej mylnego. Podeszwa usiana gumowymi wypustkami jasno wskazuje, że mamy tu do czynienia z futbolem. Tak tak, futbol właśnie (bynajmniej nie amerykański). Co prawda ostatnimi czasy nie nadążam zbytnio za kolejnymi transferami czy zwycięstwami w tej czy innej lidze. Preferuję natomiast własnoręczne (własnonożne?) bieganie po boisku, najlepiej jeszcze połączone z wykrzyczeniem nadmiaru frustracji na tego czy owego co to zamiast nogi ma drewnianą protezę (i bynajmniej nie ma na imię Grzegorz). Pominę fakt, że chwilę później mam ochotę wypluć płuca wraz z resztą organów wewnętrznych - kondycja chyba postanowiła znaleźć sobie innego partnera. Już taka studencka dola.
O czym by tu jeszcze? A no tak, jak mógłbym zapomnieć? Toż tyle czasu na to poszło, że aż wstyd wspominać o tym dopiero teraz. Bo czyż największym z mych nałogów nie jest przesiadywanie (tak jak obecnie) przed laptopem i jeszcze gorsze katowanie oczu grając w różnego rodzaju starocie pokroju Baldura? Nie, chyba nie ma nic takiego. Chyba, że zagłębianie się w motoryzacyjny raj, który niedawno odkryłem, wraz z zainstalowaniem nowego Shifta. Miodzio.
Czy jest coś o czym nie napisałem? Pewnie tak, bo jak przeglądam ten tekst to nie widzę chociażby nigdzie czegoś takiego jak Gwiezdne Wojny a to przecież jeden z największych bakcyli jakie kiedykolwiek mnie dopadły. Ale szczerze powiedziawszy nie mam już siły - a i pewnie Ty, Drogi Czytelniku usnąłeś po drodze do tego momentu kilka razy. Zatem zamiast męczyć Cię kolejną partią bezsensownego tekstu w quasi-filozoficznym stylu, zakończę tenże wywód.
Aha i jeszcze jedno: miło mi i mam nadzieję, że nikomu nie nadepnę na odcisk za bardzo, żeby nagle przestało być tak miło. Co prawda nie należę do osób czepialskich i lubiących wszędzie wrzucać swoje trzy grosze ale tak na wszelki wypadek przecież nie zaszkodzi.



